Cześć,
mam
na imię Kapsel i mam sześć lat. Mieszkam z ciocią Majką i
wujkiem Pikusiem, ale bardzo tęsknię za mamą. Od niedawna mogę
się z nią spotykać i rozmawiać przez telefon. Ciocia Majka mówi,
że nie mieszkam z mamą już od pół roku. Nie rozumiem co to
znaczy, ale od dawna nie jesteśmy razem, a wiem, że wcześniej
mieszkałem z ciocią Barbarą, a jeszcze wcześniej z ciocią …
już nie pamiętam jakie miała imię. Ciocia Majka jest trzecią
ciocią, z którą mieszkam.
Najbardziej
lubię oglądać bajki i jeść, albo jeść i oglądać bajki –
sam nie wiem co jest ważniejsze, ale gdybym mógł robić te dwie
rzeczy, to niczego więcej bym nie potrzebował.
Niestety
życie nie jest proste i trzeba zajmować się tysiącem innych
spraw. Muszę chodzić do przedszkola, na judo, biegać z wujkiem po
lesie, robić pompki, brzuszki, wchodzić na drabinkę. Na początku
było to straszne, teraz zaczyna sprawiać mi coraz większą
przyjemność. Z kolei ciocia każe mi rysować, rozwiązywać dziwne
zadania w książeczkach, układać puzzle i rozgryzać łamigłówki.
Najczęściej nie za bardzo wiem, o co jej chodzi, ale bardzo lubię
spędzać z nią czas. Chciałbym, aby była tylko moja.
Dawno
temu, gdy mieszkałem z mamą, był tam też wuja Trynek. Cieszę
się, że już go nie ma. Robił mi krzywdę. Mama mówi, że już z
nią nie mieszka i jak do niej wrócę, to będziemy tylko razem.
Wujka
Pikusia też na początku się bałem. Jak kazał biegać, to biegłem
– chociaż sił mi brakowało i miałem stracha być z nim w
ciemnym lesie. Teraz wiem, że w lesie może być fajnie i nawet
wejście na poddasze paśnika nie jest straszne. Wprawdzie trudno
mnie zapędzić do większej aktywności fizycznej i bieganie wcale
nie jest moją pasją (w końcu ciągle pytam: jak daleko jeszcze?),
to wiem, że po powrocie czeka na mnie batonik. Za to bardzo lubię
ćwiczenia gimnastyczne z wujkiem – przewroty, koziołki, karuzele.
Pani Hiza, która uczy mnie judo, też coraz częściej mnie chwali,
chociaż czasami nie rozumiem polecenia i robię zupełnie coś
innego niż inne dzieci. Ale się staram.
Uwielbiam
jeździć z wujkiem po zakupy, chociaż on niezbyt często zabiera
mnie z sobą. Mówi, że nie lubi jak krzyczę na cały sklep
„wuja!!!”, jak wkładam zakupy nie do swojego wózka, albo
zbieram wszystkie koszyki z całego sklepu i układam je przy kasie
(zwłaszcza gdy coś w nich jest). Staram się nie prosić o każdą
rzecz stojącą na półce, bo wiem, że wujek zaraz zrobi groźną
minę, ale … nie potrafię się powstrzymać.
Zresztą
w przedszkolu też się zdarza, że nie mogę zapanować nad swoimi
emocjami. Zdarzyło się, że pobiłem kolegę i pogryzłem
koleżankę. Nie chciałem tego zrobić, tak jakoś wyszło.
Jednak
największym problemem dla cioci i wujka jest to, że robię siku w
majtki. Staram się, zwłaszcza gdy jestem w przedszkolu, ale nie
zawsze się udaje. Zdarzyło się nawet, że wróciłem do domu w
różowych spodniach w kwiatki i majtkach z koronką (bo wcześniej
wykorzystałem trzy zmiany z mojego worka). No i co z tego … wcale
mi to nie przeszkadza.
Mam
słabą pamięć. Gdy jadę z ciocią albo wujkiem samochodem, to
sześć razy w ciągu dziesięciu minut zadaję pytanie „dokąd
jedziemy?”. Tak mówi ciocia, i powtarza, że jedziemy do
przedszkola, albo na judo, albo do lekarza, albo do sklepu …
chociaż nie wiem, czy z ciocią byłem w sklepie – nie pamiętam.
Za to pamiętam, że jak jadę z wujkiem samochodem, to mijamy
koparki. Zawsze mówię, że chciałbym być taką koparką. Wujek
mnie poprawia, że chciałbym mieć koparkę, albo być kierowcą
koparki. Powtarzam po nim, że chciałbym być kierowcą koparki -
ale tak naprawdę, to chciałbym być koparką. Taką malutką, która
stoi z lewej strony. Już wiem, lewa ręka, to ta którą rysuję.
Zaczynam też rozpoznawać kolory. Znam kolor „jak słońce”,
„jak trawa”, „jak niebo”. Z innymi mam większy problem,
jeszcze nie umiem ich nazwać. Potrafię też liczyć: jeden, dwa,
pięć, sześć, trzy, dziesięć.
Czuję
się u cioci bardzo dobrze, jednak chciałbym wrócić do mamy, mimo
że w moim domu nie miałem zabawek … chyba nie miałem – nie
pamiętam. Teraz spotykam się z mamą w dniu, gdy nie chodzę do
przedszkola – to chyba środa …, albo poniedziałek – dokładnie
nie pamiętam. Za to w czwartki i niedziele biegam po lesie z wujkiem
… jak on ma na imię?
Czy
gdyby Kapsel potrafił pisać, to byłyby to jego słowa?
Chłopiec
ma duże problemy z uczeniem się i zapamiętywaniem. Niestety,
raczej nie jest to kwestią zaniedbań ze strony mamy.
Wcześniej
Kapsel przebywał już w dwóch innych rodzinach zastępczych. Można
by powiedzieć, że to jakaś „pomyłka systemu” - chłopcu nie
było dane, aby zaczął się utożsamiać z konkretną rodziną, aby
mógł nawiązać silniejsze więzi, aby poczuł się bezpiecznie.
Jednak miał na to wpływ splot wielu przypadków i trudno obwiniać
o to kogokolwiek. Pogotowie rodzinne, w którym Kapsel znalazł się
na początku, uległo rozwiązaniu. Później trudno było znaleźć
dla niego rodzinę zastępczą, w której mógłby przebywać dłuższy
czas (nawet na zawsze) – zwyczajnie nie było chętnych. Trafił
więc do rodziny zastępczej pomocowej, w której spędził pewnego
rodzaju wakacje u cioci. Teraz jest u nas, co oznacza, że za jakiś
czas znowu będzie musiał zmienić miejsce pobytu.
Bardzo
wspieramy jego mamę, bo jest duża szansa, że do niej wróci.
Niestety alternatywą może być dom dziecka, więc liczymy na to, że
sąd też weźmie to pod uwagę. Im starsze dziecko, tym bardziej
maleje szansa na adopcję, zwłaszcza że w tym przypadku chodzi o
chłopca z dużym opóźnieniem. Jak do tej pory ma wprawdzie
zaświadczenie o lekkim opóźnieniu, co powoduje, że w przedszkolu
ma również zajęcia indywidualne, jednak nie robi większych
postępów i z biegiem czasu, przepaść w stosunku do rówieśników
będzie się powiększać. W dwóch poprzednich rodzinach
zastępczych, Kapsel był jedynym dzieckiem. Nie wierzę więc w to,
że mógł być zaniedbywany (znamy te rodziny i wiemy, że zrobiły
wszystko, aby chłopca „podciągnąć”) – a jednak postępy
były mizerne.
Chciałbym
jednak trochę bardziej skupić się na pewnej jego przypadłości –
moczeniu się.
Gdy
chłopiec do nas przyszedł, to zdarzało mu się to średnio raz na
dwa dni (bywały dni zupełnie suche, ale zdarzały się „wpadki”
dwa, albo trzy razy dziennie). Mniej więcej było to zgodne z tym,
czego dowiedzieliśmy się od poprzednich rodzin zastępczych.
W
obu z nich, chłopiec dostawał nagrody w postaci cukierków i
oglądania bajek, za każdy dzień, w którym nie zdarzyło mu się
posiusiać (bajki były za jeden dzień, a cukierki za trzy dni
suche). W praktyce okazywało się, że cukierków chłopak nie jadł
wcale (co w pewnym sensie dobrze mu się przyczyniło, bo jest
grubaskiem).
Początkowo
zaczęliśmy stosować tą samą metodę, jednak z biegiem czasu
moczenie zaczęło przybierać na sile. „Suchych dni” praktycznie
nie było, a brak nagród (w postaci oglądania bajek) uznaliśmy za
zwyczajne wymierzanie kary, więc z tego zrezygnowaliśmy (bajki
stały się stałym elementem w określonej porze dnia). Zaczęliśmy
poszukiwać pomocy (gdzie się dało, również na forach
internetowych), licząc głównie na pomoc psychologów.
Przestudiowaliśmy dotychczasową dokumentację psychologiczną
Kapsla, skorzystaliśmy z pomocy dwóch psychologów z naszego PCPR-u
oraz jednego niezależnego. Niestety jest to materia, gdzie nie da
się postawić jednoznacznej diagnozy.
Moczenie
się, jest rzeczą, która może wystąpić u dzieci, które czują
się odrzucone i nieakceptowane, albo nie czują się bezpiecznie. O
ile Kapsel mógł poczuć się porzucony przez mamę, o tyle
staraliśmy się go akceptować z jego przypadłością (czego, jak
nam się wydawało, daliśmy wyraz rezygnując ze stosowania kar i
nagród z tym związanych), a jednak problem narastał coraz
bardziej. Zastanawialiśmy się, co robimy nie tak?
Pewnym
pocieszeniem była dla nas opinia psychologa, że paradoksalnie,
właśnie wzrost poczucia bezpieczeństwa, może powodować nasilone
moczenie się – zwyczajnie chłopak nie stresuje się tak jak
kiedyś, wiedząc że po pierwsze nie spotka go za to kara, a po
drugie – nikt mu tego nie będzie wypominał. Jak do tego dodamy
ostatnią ocenę psychologa, to w jakiś sposób cała układanka
zaczęła przybierać zrozumiały kształt.
Istnieje
duże prawdopodobieństwo, że Kapsel jeszcze nie jest gotowy na
pełne kontrolowanie swoich potrzeb fizjologicznych. Jego ogólne
opóźnienie rozwoju może powodować, że akurat w tym względzie
jest nawet na etapie dziecka dwuletniego. Wskazywałby na to fakt, że
posiusianie się wcale mu nie przeszkadza. Bardziej martwi się
tym, że nam będzie przykro, albo będziemy mieli do niego o to
pretensje.
W
ostatniej rozmowie, pani psycholog zasugerowała powrót do
pieluchowania (a dokładniej do pieluchomajtek). Stwierdziła nawet,
że chyba to raczej my będziemy mieli z tym większy problem, niż
Kapsel. Miała rację … chłopcu zupełnie to nie przeszkadza,
chociaż na razie będziemy stosować je tylko na noc.
Najciekawsze
w całej tej sytuacji jest to, że Kapsel nawet nie zauważył, że
od kilku tygodni oglądanie bajek i zrobienie siku w majtki, to dwie
odrębne sprawy.
Jak
tylko zdarzy mu się posiusiać, to zadaje pytanie: „to bajek nie
będzie?” (co też sugeruje, że on sam odbierał zasady
związane z oglądaniem bajek jako formę kar, a nie nagród).
Masakra...
czy ktoś na jakimś etapie popełnił błąd?
Niezależnie
od poszukiwania pomocy psychologicznej, umówiliśmy się też na
wizytę u urologa. Za kilka dni będziemy więc mieli kolejne kwestie
do rozważań.
Jednak,
gdyby spojrzeć na całą sprawę zupełnie z boku, to chłopak chyba
jest w jakiejś mierze szczęśliwy. Wprawdzie brakuje mu mamy, to
jakoś nie za bardzo lubi, gdy dzwoni do niego gdy je obiad lub
kolację, albo ogląda bajkę (wówczas szybko kończy rozmowę). Jak
widać, są sprawy ważne i ważniejsze.
Nadal
jego największym marzeniem jest zostać … koparką.
Bardzo lubię Twoje wywody Pikusiu:) Mój mąż też ma ksywkę Pikuś, też jest programistą, pracującym w domu i introwertykiem z zupełnie niekonwencjonalnym stylem myślenia, lubi dbać o dom i ogród, obserwować myszy, kocha góry. Pewnie te podobieństwa tak wpłynęły na moją sympatię do Ciebie. W ogóle blogi o tematyce rodzicielskiej i adopcyjnej najczęściej prowadzą kobiety, więc przyjemnie spojrzeć na temat z męskiego punktu widzenia. Kilka razy pomogłeś mi nawet zrozumieć mojego męża, np. kiedy pisałeś,że mężczyzna jest w stanie pokochać dziecko, nawet oddać za nie życie, ale warunkiem koniecznym jest to, żeby to dziecko istniało, kobiety zaś kochają niemal automatycznie wszystkie dzieci.
OdpowiedzUsuńTo zupełnie tak jak u nas: ja pracuję z dziećmi i nie spotkałam w swojej pracy dziecka, którego nie mogłabym pokochać, mój mąż lubi dzieci, ale obce to obce, musi stać się mniej obce, żeby je kochać.
Od prawie roku przygotowujemy się do adopcji dziecka, najprawdopodobniej jeszcze w tym roku nasza rodzina się powiększy o szkraba w wieku 0-3 lat. Bardzo Ci dziękuję za tego bloga, Twoje opisy dzieci są naturalne, sympatyczne, zabawne i szczere i bardzo mnie uspokajają. Trochę tak jakbym przez nie spotykała żywe dzieci, a przede wszystkim was ludzi, którzy na co dzień dają radę, ba cieszą się i rozwijają w rodzicielstwie zastępczym. W swojej drodze adopcyjnej przeżywam dużo obaw, czytanie m.in twoich postów pomogło mi zobaczyć, że wyobrażenia "jakiegoś" dziecka, z "jakimiś" problemami są często przytłaczające, rzeczywistość jest dużo piękniejsza niż wyobrażenia (a moje wyobrażenia podsycane dodatkowo szeroką widzą nt. zaburzeń dzieci bywały naprawdę miażdżące). Czytam sobie więc o was, o zwyczajnym życiu, zwyczajnych -niezwyczajnych ludziach i zwyczajnych-niezwyczajnych dzieciach i czuję, że ja też tak mogę. Oswoiliście mnie z problemami dzieci, z FAS i opóźnieniami. Zrodził się we mnie nawet pomysł, żeby kiedyś zostać rodziną zastępczą dla jakiegoś starszego dziecka lub adoptować starszaka...ale to wszystko w swoim czasie, najpierw chcemy stać się rodziną dla maluszka, bo jako ludzie, którzy nie mają swoich dzieci, chcielibyśmy choć z jednym przeżyć wczesne dzieciństwo. Ale kto wie, co zrobimy po 50-ce ;) Pozdrów serdecznie Majkę, jestem jej wielką fanką.
Jeszcze raz dziękuję, wszystko co piszesz jest bardzo potrzebne.
Ps. Nie myśleliście o wydaniu ksiązki? :)
Bardzo dziękuję. Nie co dzień można przeczytać o sobie tyle miłych słów. Faktycznie staramy się z Majką widzieć w naszych dzieciach to, co jest fajne - stąd pewnie wypływa optymizm moich tekstów (nawet jeżeli opisuję dzieci trudne lub z zaburzeniami).
UsuńBardzo się cieszę, że moje opisy mogą być dla kogoś pomocne w takim, czy innym zakresie. Jeszcze raz dziękuję.
Czyli co? Metodą na moczenie się jest nicnierobienie?
OdpowiedzUsuńW pewnym sensie... tak. Najważniejsze jest, aby nie wzbudzać u Kapsla poczucia wstydu, ani poczucia winy. Nasze działania skupiają się zatem głównie na przypominaniu mu o pójściu do toalety i chwaleniu gdy po przyjściu z przedszkola, nie przyniósł worka z mokrą bielizną, albo nie zrobił siku w majtki do wieczora. Akurat w tej kwestii traktujemy go jak dwulatka - cieszymy się, gdy się uda, a jeżeli nie, to mówimy - trudno. Zresztą wszelkiego rodzaju tłumaczenia, nie za bardzo do niego docierają, nie potrafi ich pojąć.
UsuńRozbawiła nas sytuacja, gdy niedawno była u nas w odwiedzinach mama Białaska (jednego z dzieci zastępczych). Widząc mokre spodnie Kapsla, "rzuciła" taki tekst: Jak będziesz lał w gacie, to ci ptaszek odpadnie i będziesz miał tylko cipkę. Wprawdzie zrobiło to na chłopcu wrażenie, bo aż usta otworzył, jednak chyba nie zrozumiał z tego ani jednego słowa. Ale chociaż nas ta sytuacja rozbawiła.
Straszne, jak można straszyć dziecko, że mu ptaszek odpadnie, jak będzie się moczył? Co w tym zabawnego?
UsuńZabawna, to była mama, która takie zdanie wypowiedziała. Wprawdzie Kapsel i tak nic nie zrozumiał, bo nie wie co to ptaszek (poza latającym) i cipka, jednak cała sytuacja pokazała, w jaki sposób można podchodzić do problemu moczenia się u starszych dzieci. Chciałbym się mylić, ale wydaje mi się, że metoda na ośmieszenie, zawstydzenie, a nawet zastraszenie, może być często stosowana.
UsuńOczywiście że był to taki śmiech przez łzy lub inaczej mówiąc byłoby smieszno gdyby nie było straszno. Mama chyba chciała nam zaimponować najskuteczniejszą, w jej mniemaniu, metodą wychowawczą 😉
Usuń�� A ja myślałam , że tylko "mój" sześciolatek tak ma i chce zostać odkurzaczem☺
OdpowiedzUsuńDawno się tak nie wzruszyłam... Macie z Majką tak niesamowite serce dla Waszych dzieci, że zasługujecie na Rodzinną Nagrodę Nobla. Specjalnie dla Was powinna powstać taka kategoria :)
OdpowiedzUsuńMyślę, że taką nagrodę otrzymujemy od samych dzieci (i pewnie to właśnie dlatego jesteśmy rodziną zastępczą). Nawet taki Kapsel, (który na co dzień jest trochę upierdliwy) jest rozbrajający, gdy widząc mnie (czasami nawet po kilkunastu minutach nieobecności) biegnie do mnie "na łeb, na szyję", krzycząc z radości: wuja!!!
UsuńAlbo historia z ostatniej chwili (sprzed 15 minut) - Kapsel zrobił kupę w majtki, pobrudził pościel, a do tego wytarł się bluzką naszej córki (tak jakby nie było papieru toaletowego). Gdy Majka już go doprowadziła do normalnego stanu, powiedział - dziękuję ciociu. Miłe, chociaż nie wiemy za co podziękował. Może za to, że na niego nie krzyczała? Jesteśmy razem już od dwóch miesięcy, ale nadal się siebie uczymy.