środa, 14 kwietnia 2021

--- Intymność

 


Kolejny raz opóźnię opis procesu przejścia Bliźniaków do rodziny adopcyjnej, chociaż wiem, że przynajmniej dwie osoby będą niepocieszone.

Wydarzyło się coś, co spowodowało, że Majka poprosiła mnie, abym jeszcze się wstrzymał z tym wpisem. Tak więc zwalam winę na nią, chociaż nawet rozumiem przedstawione argumenty. Wszystko wytłumaczę 27 kwietnia. Ani wcześniej, ani później – dokładnie tego dnia.

Dzisiaj napiszę o sobie, posługując się rozmaitymi przykładami, i sugerując że być może podobnie czują inni rodzice zastępczy, czy adopcyjni. A przynajmniej te męskie połówki, bo jakby nie było, z nimi bardziej się utożsamiam.

Nie będę za dużo pisał o seksie, bo już wiele razy o ten temat zahaczałem, a nie chciałbym dostać określenia typu „stary erotoman”. Ale jednak od tego zacznę...
Czasami, gdy siedzę sobie późnym wieczorem pogrążony w głębokiej ciszy, to zastanawiam się, co dzieje się w domu Romulusa i Remusa.
Wiem, że to niezbyt ładnie tak rozmyślać o życiu seksualnym rodziców naszych byłych dzieci, ale te myśli nasuwają się same, więc po co je odganiać. Przynajmniej przed sobą nie będę udawał przyzwoitki.
Więc tak sobie dumam, jak teraz czuje się dwoje ludzi, którzy przez dwadzieścia lat (może trochę krócej) byli zupełnie sami. Nieskrępowani czasem, porą dnia, istnieniem (lub nie) drzwi, czy choćby świadomością, że nikt ich nie podsłuchuje. Co teraz zwycięża? Stres, adrenalina, chuć?
Chociaż rodzice Bliźniaków mają o tyle dobrze, że zamontowali w swoim domu drzwi. Pamiętam piękny dom rodziców Sasetki i Maludy. Otwarty do granic możliwości, łącznie z sypialnią rodziców. Jakoś dali radę... chyba.
Chyba... bo Maluda był chłopcem, który lubił cały czas mieć swoich rodziców na oku. Wcześniej również nas, gdyż przecież przez pewien okres to my byliśmy dla niego najważniejsi. Gdy orientował się, że jest sam, to natychmiast rozpoczynał poszukiwania. Do tego nieopacznie umieściliśmy jego łóżeczko w naszej sypialni, co jeszcze bardziej wszystko gmatwało. Chłopiec miał jednak jedną bardzo ważną zaletę... „wyłączał” się gdy oglądał bajkę. Tyle tylko, że bajka zawsze kończy się napisami, a kolejna zaczyna dopiero po reklamach. Ktoś nam kiedyś polecił Franklina, który trwa 20 minut. Chyba nie mamy odpowiedniego kanału, bo jej nie znalazłem... musieliśmy wyrabiać się na dziesięciominutowym Reksiu.
Romulus z Remusem zmienili teraz swoje nocne przyzwyczajenia. Gdy mieszkali z nami, to po kąpieli najwyżej nas wołali. Obecnie lubią migrować do łóżka swoich rodziców. Jest to bardzo fajne. Z pewnością fajne dla chłopców. U nas taka opcja nie wchodziła w grę, bo Majka śpi z Calineczką i Blanką, ja ze Stokrotką, a Paprotka samodzielnie okupuje naszą małżeńską sypialnię. Jest szansa, że ta ostatnia sytuacja wkrótce się zmieni, chociaż na horyzoncie już zamajaczył siedmiomiesięczny synek.

Tytułowe zdjęcie zrobiłem z perspektywy wnętrza toalety. To kolejny przykład braku komfortu, który z intymnością ma tyle wspólnego, że najczęściej trzeba liczyć tylko na siebie. Majka czasami do mnie krzyczy: „możesz zejść na pięć minut, bo ja już muszę!”. A ja na to: „musisz wytrzymać – jestem w Jeleniej Górze”. W zasadzie może się cieszyć, bo gdybym fizycznie był w Jeleniej Górze, to musiałaby trzymać kilka godzin.

Ja w takiej sytuacji specjalnie się nie stresuję, ponieważ chodzące i pełzające „gady” zawsze idą za mną, więc mam je pod kontrolą. Gdzieś kiedyś czytałem (albo ktoś mi mówił), że roczne dzieci nie bawią się z sobą, tylko obok siebie. Nasze zdecydowanie bawią się razem – najczęściej w wojnę, a ulubioną techniką jest walka wręcz (z doskakiwaniem sobie do oczu). Tak więc nie ma wyjścia... muszę zabierać je z sobą do toalety, albo przynajmniej przez cały czas kontrolować wzrokiem.

Co mi się jeszcze kojarzy z intymnością? Pewnie wspólne bycie z Majką, leżenie obok siebie i oglądanie filmów. Tak... chyba nawet bardziej, niż z seksem. Przez wiele ostatnich tygodni spotykaliśmy się codziennie o dwudziestej pierwszej i oglądaliśmy filmy. W zasadzie jeden, który trwał, trwał i trwał. Majka powiedziała, że będzie siedem sezonów. No to siódmego wieczora stwierdziłem, że zakończenie było jakieś dziwne. A ona na to, że przecież to był dopiero siódmy odcinek pierwszego sezonu. Tak więc nasz zapomniany już program 5-minut, na kilka miesięcy zamienił się w program 80-minut. Film w zasadzie był ciekawy i trzymający w napięciu. Główna bohaterka Carrie była agentką CIA, i trudno było jej nie lubić. Chociaż matką była do niczego i gdybym ja był sędzią, to z pewnością ograniczyłbym jej władzę rodzicielską. Wątek dziecka był bardzo ważny w tym filmie, i czasami się zastanawiałem, czy Majka nie wybrała tego serialu właśnie ze względu na tę tematykę. Wprawdzie na początku dała mi do wyboru chyba z dziesięć tytułów, ale raczej nie spodziewała się innej odpowiedzi niż „pierwszy z brzegu”.

Żeby jednak nie było zbyt prosto, to te sielankowe wieczory uprzykrzała mi Calineczka, której łóżeczko stało tuż obok mojej głowy. A dziewczynka lubi sobie przed snem trochę pogadać. Majka nie pozwalała mi zrobić głośniej, bo metr dalej spała w kołysce Blanka, która jest nieco bardziej wrażliwa na hałasy. No to (specjalnie dla przygłuchawego wujka) Majka dodatkowo włączała napisy, chociaż ze wzrokiem to u mnie też już nie jest zbyt kolorowo. To powodowało, że musiałem wspinać się na szczyty moich zdolności percepcyjnych, bo bywało że po angielsku słyszałem „tak”, lektor mówił „nie”, a w tekście na pasku było jeszcze coś innego. Zapewne każda z tych trzech wersji była z sobą spójna, ale ja musiałem z wyrywkowo poznanych fragmentów utworzyć logiczną całość. Nawet ciekawy sposób na utrzymanie sprawności umysłu.
Teraz wszystko się zmieniło. Biźniaki odeszły, maluchy zajęły ich pokój... salon znowu jest wolny. Filmy też się skończyły, bo Majka nadrabia czytanie książek. Czar intymności prysł.

Jeszcze przyszła mi do głowy nasza ostatnia rozmowa z psychologiem, który raz na dwa lata musi stwierdzić, czy jeszcze jesteśmy normalni, i można pozwolić na przebywanie jakichkolwiek dzieci w naszej obecności. To jest szczególny rodzaj intymności. Dla mnie zahaczający niemal o ekshibicjonizm, bo przecież mam duszę introwertyczną. Dotychczas spotykaliśmy się z psycholożkami, co powodowało, że to pewnego rodzaju emocjonalne obnażanie się, przychodziło mi dużo łatwiej. Tym razem przyszedł psycholog płci męskiej, co samo w sobie spowodowało, że moja zmysłowość głównie ograniczyła się do posiedzenia. Dobrze, że wcześniej wypełniłem kilka stron testu, które pan zabrał do analizy. Na pytanie „czy widziałeś osobę z niebieskimi oczami?” odpowiedziałem „tak”, więc może wyjdzie, że jeszcze się do czegoś nadaję.

Za to Majka brylowała na parkiecie. Gdy w pewnym momencie zauważyłem, że pan psycholog zaczyna odpowiadać coraz krótszymi zdaniami i staje się nieco podenerwowany, to brutalnie przerwałem, mówiąc: „jeżeli chce pan zadać Majce jakieś pytanie, to proszę to zrobić, bo ona może tak dwa dni gadać”. Myślę, że tylko za to jedno zdanie mogę mieć zaliczone, bo psycholog bardzo się ucieszył. Stwierdził, że chyba już wszystko o nas wie, do tego ma wypełnione testy, więc poprosił tyko o podpis. Nie wiem ile się spóźnił do następnej rodziny.

Tak wygląda moja intymność.

A!!! Jeszcze zapomniałem o upojnych nocach ze Stokrotką. Dziewczynka budzi się dwa, niekiedy trzy razy i coś chce. Czasami tylko mleko, albo żebym podał jej rękę. Bywa jednak, że chce pogadać. A możliwości ma takie jak Majka. Są więc noce gdy siada i przez dwie godziny „nawija”. Przerywniki monotonnej wypowiedzi w postaci głośnych „eeeeeeee!”, albo „e!,e!,e!,e!” skutecznie powodują, że muszę jej wysłuchiwać. Najgorsze są jednak przypadki, gdy prześpi trzecią nad ranem. Wówczas o piątej na dobre rozpoczyna dzień. Sadzam ją wtedy na podłodze w kupie zabawek i bawi się jakąś godzinę. Nawet pozwala mi się jeszcze zdrzemnąć... ale tylko w pozycji siedzącej.

Jutro mam randkę z Katją, która bynajmniej nie jest dzieckiem. Już o niej przelotnie wspominałem (i pewnie jeszcze będę). Majka idzie na „klub książki” (do komputera na piętro), a my będziemy się zajmować Stokrotką... i oczywiście innymi dziećmi też.

Ot, taki żywot ojca zastępczego. Ciekawy jestem jak mają inni.


10 komentarzy:

  1. No dooooobra. Rozumiem. To do wstępu. A do rozwinięcia: dzieci u mnie znacznie większe, ale z intymnością też słabo. Niby mamy drzwi, ale klucz się gdzieś zapodział. Jeśli powiem: nie wchodźcie! To wejdą na pewno, pytanie tylko jak szybko. "mamo ja tylko zapytać chciałam...". Jeśli nic nie powiem - zaczynają szukać. Zaczynają od sypialni. Najstarszy chodzi tak późno spać, że ja nie wyrabiam i też zasypiam, więc przeczekiwanie nic nie da. Z kolei najmłodszy budzi się wcześnie, kiedy ja JESZCZE śpię. To tak. Więc wspierajmy się ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystkiego najlepszego, tak miałam zacząć!

    OdpowiedzUsuń
  3. dolicz mnie jako trzecią niepocieszoną osobę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bloo nie wiem, czy dobrze strzelam, ale obstawiałam, ze Ty jestes pierwszą a ja drugą ;-)

      Usuń
  4. Pikuś czekasz na parawomocność?

    OdpowiedzUsuń
  5. No i czy bliźniaki mają wspaniałych rodziców? Powiedz!

    OdpowiedzUsuń
  6. A swoją drogą jak wy żyjecie z tyloma maluchami? No powiedz jak wy to robicie że jeszcze myślicie... przecież one was ciągle budzą?

    OdpowiedzUsuń
  7. W kwestii Bliźniaków i ich nowych rodziców, mogę powiedzieć (na tę chwilę) tylko tyle, że są bardzo dobrzy. Mają dużą wrażliwość, dużą wiedzę, i pewnie to powoduje, że chcą współpracować, chcą się radzić, absolutnie nie odrzucają dotychczasowej historii chłopców.
    Dlaczego czekam z opisem? Jeszcze nie powiem. Nie chcę niczego potwierdzać, ani niczemu zaprzeczać. Ale zapewne reakcją będzie „tylko o to chodziło?”.

    Co do naszych dzieci i ich nocnej upierdliwości, to myślę, że dużą rolę odgrywa możliwość segregowania ich w pokojach według kryterium... właśnie tej upierdliwości. Paprotka potrafi przespać na jednej butelce bez budzenia nawet 12 godzin. Szkoda, aby inne dzieci jej w tym przeszkadzały – śpi więc sama. Dwie najmłodsze dziewczynki mają jedną nocną przerwę (chociaż o różnych godzinach), ale dostają mleko i śpią dalej. Faktem jest, że budzą się między szóstą, a siódmą. Jednak biorąc pod uwagę to, że zasypiają o dwudziestej, to można się dostosować. Chociaż Majka woli coś poczytać, niż się dostosowywać... więc też czasami jest senna.
    Najbardziej nieprzewidywalna jest Stokrotka. Czasami nie wypije w nocy choćby jednej butelki mleka, a czasami nawet trzy. Bywa, że obudzi się tylko raz, a bywa że mam wrażenie, iż przesiedziała i przegadała całą noc. Ja to odsypiam w pracy – między jednym telefonem klienta, a następnym. Można się przyzwyczaić.

    OdpowiedzUsuń
  8. Tylko chciałam dać znać, że odliczam dni do 27-go ;-)
    Beza

    OdpowiedzUsuń