środa, 24 lipca 2019

--- Do zobaczenia w telewizji

Dzieci z szatni "Chmurka"

Niektóre osoby, gdy przestają za sobą przepadać, czasami mawiają do siebie „spotkamy się w sądzie”. Rodzice biologiczni naszych dzieci raczej nas do sądu nie zapraszają, ale bywa że obiecują nam spotkanie w telewizji. Ma to miejsce właśnie wówczas, gdy z jakiegoś powodu przestają nas lubić... choć właściwsze byłoby powiedzenie, że przestają udawać, że nas lubią.
Do tej pory były to tylko strachy na lachy, chociaż docierały do nas informacje, że takie próby były podejmowane. Aby zaistnieć w telewizji, tacy rodzice muszą przedstawić historię, która będzie bulwersowała – taką, przy której opinia społeczna będzie całym sercem po ich stronie i każdemu widzowi zakręci się łezka w oku. W tym momencie mogą zostać upieczone dwie pieczenie przy jednym ogniu. Ta ważniejsza, to zapewne wzrost oglądalności danej stacji telewizyjnej. Jednak rodzic biologiczny w takiej sytuacji też może sporo ugrać.

Ponieważ prawdopodobieństwo wystąpienia w telewizji jest dość duże zarówno w następstwie działań rodziców Ptysi, jak też ostatnio Bliźniaków, Majka nie omieszkała wykorzystać spotkania z prawnikiem i poruszyła również ten temat.
Niestety my, jako rodzice zastępczy, w takiej sytuacji stalibyśmy na pozycji straconej, nie mogąc liczyć na jakiekolwiek współczucie, czy choćby zrozumienie widzów oglądających program. Problem polega na tym, że rodzice mogą opowiadać i opisywać swoją historię tak jak chcą. Nie ma znaczenia to, że będą mijać się z prawdą, albo że pewne fakty zostaną pominięte. Oni mają prawo do własnego odbioru rzeczywistości. Oni przekazują w ten sposób swoje odczucia.
To mniej więcej tak, jak ja opisuję rozmaite historie tutaj na blogu. Ja ukazuję tutaj siebie, to co sam czuję i jak ja postrzegam rozmaite sprawy. Rodziny biologiczne są tylko bezimiennym tłem, służącym mi do wyrażenia własnych poglądów. Tak mniej więcej wyglądałaby linia obrony, gdyby któryś z rodziców biologicznych odnalazł na moim blogu siebie i skierował sprawę do sądu.
Będąc w telewizji, mówiłbym już o konkretnej osobie. Nie miałoby znaczenia, że opisywałbym tylko fakty, opierając się nawet na rozmaitych urzędowych opiniach, czy też decyzjach sądu. Byłoby to naruszenie dóbr osobistych rodzica, bo przecież ten w żaden sposób nie upoważnił mnie do przekazywania tego rodzaju informacji. Mógłbym najwyżej się pojawić i w świetle jupiterów stwierdzić, że nie mogę niczego potwierdzić, ani niczemu zaprzeczyć i odesłać media do rzecznika PCPR-u, albo sądu – który pewnie też nie odniósłby się do tego konkretnego przypadku.
Dlatego teraz nieco inaczej patrzę na rozmaite programy telewizyjne, w których jedno krzesło stoi puste, gdyż przedstawiciel strony przeciwnej nie ośmielił się stawić w studiu. Ja pewnie też bym nie pojechał... bo i po co.

Co w takim razie zyskuje rodzic biologiczny? Opinię medialną.
To jest mniej więcej to, na co w rozmowie z Majką zwróciła uwagę prawniczka – a dotyczyło decyzji podejmowanych przez sąd w związku z powrotami dzieci do rodziców biologicznych. To, że sytuacje prawne dzieci są nieuregulowane miesiącami, a nawet latami, i że rodzice dostają kolejną i kolejną i jeszcze jedną szansę na poprawę, nie jest tylko winą rządu i prowadzonej przez niego polityki, ani też samego sądu. Tutaj chodzi o klimat, jaki jest budowany przez media i nas samych (społeczeństwo). Sądy nie otrzymują żadnych wytycznych z Ministerstwa, tylko czasami niektórzy sędziowie boją się podjąć konkretną decyzję i stosują półśrodki, przy zastosowaniu których, nikt się do nich nie przyczepi.

Przejdę do konkretów, bo jeżeli jednak zdecydowałbym się pojawić w telewizji, to może chociaż ktoś wiedziałby, o czym nie mówię.

Jakiś czas temu byliśmy z Bliźniakami na badaniu więzi (niedawno o tym pisałem). No i przyszły wyniki oraz podsumowanie całej sytuacji. We wniosku końcowym jest wyraźna sugestia, że chłopcy powinni zostać umieszczeni w rodzinie adopcyjnej. Majka była tym bardzo zaskoczona, ponieważ nie liczyła na tak jednoznacznie sprecyzowane zdanie biegłych. Ja się nawet tego spodziewałem. Tyle tylko, że to dopiero pierwsza bitwa. Do wygrania wojny jeszcze sporo czasu. A nawet jeżeli to nastąpi, to dopiero po latach może się okazać, czy nie było to pyrrusowe zwycięstwo.
Opinii psychologów nie widzieliśmy i być może nigdy jej nie zobaczymy. Dostaje ją tylko sąd i rodzice. Czasami rodzice nam ją pokazują, a nawet pozwalają zeskanować, ponieważ wydaje im się, że jest ona dla nich korzystna.
Tym razem nie za bardzo jest się czym chwalić. Jednak Majka była pierwszą osobą, która została przez mamę chłopców poinformowana o tym fakcie. Przypuszczalnie dziewczyna liczyła na słowa pociechy i wsparcie w sytuacji będącej dla niej ogromnym zaskoczeniem. Prawdopodobnie szukała też sprzymierzeńca, bo najprawdopodobniej Majka będzie na rozprawie (jest to sąd, który nawet mnie lubi zapraszać). Pewnie była bardzo rozczarowana, gdyż Majka nie zamierzała niczego owijać w bawełnę. Niby powtórzyła mniej więcej to samo, o czym ja napisałem na posiedzenie zespołu (kilka miesięcy temu). Tyle tylko, że powiedziała to wprost, nie dając mamie możliwości alternatywnej interpretacji swojej wypowiedzi. Naszym zdaniem, umieszczenie dzieci w rodzinie adopcyjnej jest najlepszym rozwiązaniem. Chłopcy są jeszcze na tyle mali, że bez większego problemu potrafiliby pokochać nowych rodziców. Są bardzo ufni i poukładani emocjonalnie. Może dlatego, że nie mają świadomości tego, jak rozmaicie może wyglądać ich przyszłość. Bliźniacy nigdy nie próbowali poruszać tego tematu. Nigdy nie zapytali kiedy wrócą do mamy, albo czy w ogóle wrócą. Nigdy nie wyrazili chęci pozostania z nami na zawsze, nie mówiąc o prawdopodobieństwie zamieszkania z zupełnie inną ciocią i wujkiem... a tym bardziej z nową mamą i nowym tatą. Jednak jest to tylko kwestią czasu. Sasetka będąc w wieku chłopców, miała już pełną świadomość rozmaitych opcji i to ona najbardziej czekała na nową mamę.
Romulus z Remusem coraz częściej zaczynają wspominać swoją mamę, chociaż bliższa sercu jest ich babcia.
A mama? W naszej ocenie nie daje gwarancji, że kiedykolwiek poukłada sobie życie na trochę dłużej niż dwa, trzy lata. Zresztą sama mówi, że przecież teraz tak bardzo się stara. Ukończyła terapię, utrzymuje tę samą pracę, dba o mieszkanie, spotyka się z chłopcami. Tyle tylko, że to już było... już dwa razy w przypadku starszego rodzeństwa. Potem przestawała się starać i historia zaczynała się od początku. I jeszcze jest tata, który cały czas ma sądowy zakaz zbliżania się do mamy. Po wydanej opinii biegłych, nawet on się zmobilizował i zapałał nagłą miłością do dzieci. Wprawdzie nie za bardzo wie, jak się zachować na spotkaniu, ale przecież ważne są chęci. A co do zakazu zbliżania się do mamy, to przecież wystarczy, że ta odwoła wszystkie swoje wcześniejsze zeznania i sprawa będzie zamknięta.
Mama wszystkim się odgraża, że nie zgodzi się na odebranie jej praw rodzicielskich i nie zawaha się opowiedzieć swoją historię w telewizji. Nawet ma już własne hasło przewodnie: „Dzieci do mnie wrócą – wszystkie, albo żadne”. Nie wiem, czy będzie ono na tyle nośne, aby wzbudzić litość w widzach i wpłynąć na decyzję sądu. Nie wiem też, czy jakakolwiek telewizja zdecyduje się na historię, w której tle jest alkohol. W tym przypadku raczej trudno byłoby przemilczeć ten fakt.
Mama dość dobrze przygotowuje się do rozprawy. Jest inteligentna i ma duże doświadczenie w postępowaniach sądowych. Ma po swojej stronie prawnika i kuratora. Ten pierwszy wykorzysta wszelkie kruczki prawne... bo to jego praca. Ten drugi zna ją od kilkudziesięciu lat, gdy jako dziecko sama wychowywała się w zaburzonej rodzinie i skończyła w pieczy zastępczej. Wcale mu się nie dziwię, że w takiej sytuacji utożsamia dobro dzieci z dobrem ich mamy... przecież jest ona dla niego niemal jak córka.
Romulus i Remus nie mają nikogo, kto mógłby ich reprezentować przed sądem. Nie mają swojego prawnika, bo tego mogłaby wynająć najwyżej ich mama. Dlatego my postanowiliśmy być adwokatem chłopców i swoją wersję przedstawiliśmy biegłym psychologom. Ich decyzja, po części była więc oparta również na naszej opinii.
Nie wiem, jakie orzeczenie wyda sąd. Prawdopodobnie po tak jednoznacznej ocenie psychologicznej, poddającej w wątpliwość zarówno istnienie silnych więzi rodzinnych, jak też kompetencje rodzicielskie, raczej nie zdecyduje się na powrót chłopców do rodziców. Chciałbym, aby wszystko zakończyło się odebraniem praw rodzicielskich, nawet jeżeli konsekwencją tej decyzji byłoby niemal pewne odwołanie się od wyroku przez rodziców dzieci. Przeżyliśmy półtora roku, przeżylibyśmy razem jeszcze drugie tyle. Ale przynajmniej można by zacząć przygotowywać chłopaków na zamieszkanie w nowej rodzinie.
Istnieje też prawdopodobieństwo umieszczenia dzieci w rodzinie zastępczej... moim zdaniem duże prawdopodobieństwo. Nie byłby to zły pomysł, gdyby można było zagwarantować, że dzieci już nigdy nie opuszczą tej rodziny. Niestety nawet rodzice mający odebrane prawa rodzicielskie, jeszcze dużo mogą... zbyt dużo.



Obietnicę spotkania się w telewizji mamy też ze strony mamy Ptysi. Chociaż historia jej dzieci wydaje się dużo bardziej przykra niż historia bliźniaków, to tak naprawdę jest wiele faktów, które z łatwością można by tutaj ukryć. W decyzji sądu o czasowym umieszczeniu dzieci w naszej rodzinie zastępczej, nie ma żadnych konkretów, poza ogólnymi informacjami o skrajnym zaniedbywaniu całej trójki rodzeństwa.

Mama ucieka przed gniewem ojca ich wspólnej córki i spiskiem całej rodziny, której celem jest odebranie jej dzieci z chęcią wzbogacenia się na pozostaniu dla dzieci rodziną zastępczą. Exodus trwa wiele miesięcy, a trasa ucieczki biegnie prawie przez całą Polskę. W poszukiwaniach biorą udział sądy wystosowujące nakazy odebrania dzieci, pracownicy socjalni różnych instytucji zajmujących się rodziną i oczywiście policja. Nic więc dziwnego, że mama ukrywa się, zmieniając kilkakrotnie w ciągu miesiąca miejsce zamieszkania. Sypia z dziećmi w samochodzie, piwnicach i różnych odludnych miejscach. Sprytnie zaciera wszelkie ślady i stara się nie zwracać na siebie uwagi. Jak zarabia na życie? Żadna praca nie hańbi... przecież chodzi o przeżycie jej dzieci. W końcu coś idzie nie tak...
Zostaje osaczona, a dzieci trafiają do obcych sobie ludzi.

Są to zdecydowanie lepsze wydarzenia na napisanie scenariusza do programu telewizyjnego, niż historia mamy, która po raz trzeci próbuje wyjść z nałogu. Tutaj mamy zarówno melodramat, jak też sensację – samotna wilczyca z dziećmi, kontra bezduszny system. Nawet w pewnym momencie pojawia się szlachetny książę na białym koniu, który wydaje swój majątek, aby ratować oblubienicę.

Powyższej historii w zasadzie nie trzeba by podrasowywać jakimiś szokującymi elementami, bo sama w sobie powoduje, że u każdego powinno pojawić się współczucie dla tej dziewczyny.
Gdybym tutaj nawet zdecydował się stanąć przed kamerą, i opowiedział wszystko co wiem na temat przeszłości dzieci, to pewnie i tak niewiele bym wskórał. Najwyżej zobrazowałbym zachowania dzieci doświadczonych przez los, który powyżej opisałem.
Mógłbym powiedzieć, że rodzeństwo przejawiało dziwne zachowania o charakterze seksualnym, że strasznie przeklinało (nawet do teraz), było opóźnione w mowie (z czego powoli wychodzi), nie potrafiło się umyć, skorzystać z toalety. Mógłbym powiedzieć, że przejawia zachowania dzieci po traumie, ma zaburzenia więzi, zaburzenia o charakterze dysocjacyjnym, prawie każdy z trójki jest w dolnej granicy normy rozwojowej. Mógłbym też stwierdzić, że dzieci potrzebują jak najszybszego rozpoczęcia terapii psychologicznej, do czego potrzebne jest jednak przede wszystkim umieszczenie ich w docelowej, bezpiecznej rodzinie. Zapewne to ostatnie zdanie jeszcze bardziej zasugerowałoby odbiorcom potrzebę jak najszybszego powrotu dzieci do rodziny biologicznej.
Mógłbym jeszcze nieśmiało dodać, że mama wcale nie uciekała przed swoim byłym partnerem i jego rodziną... nie sądzę jednak, aby ktoś zwrócił na to większą uwagę.

Mama z kolei pochwaliłaby się wynajęciem mieszkania i przygotowaniem pięknego pokoju dla każdego z rodzeństwa. Opowiedziałaby, że ma stałą pracę, że jest opiekuńcza, a dzieci zapewne nie zaznają już żadnej krzywdy, bo nie jest w tej chwili z żadnym przemocowym partnerem. Dla ich dobra, na wszelki wypadek, pozostanie samotna do końca życia.
Opowiedziałaby, że wynajęła najlepszego w kraju prawnika, który będzie ją reprezentował w sądzie, że wydała na ten cel już tyle pieniędzy, iż można by kupić za to połowę mieszkania. Wszystko z miłości do dzieci.

Całość zapewne spowodowałaby wzbudzenie litości i współczucie w widzach (a może nawet uruchomiła jakąś zbiórkę pieniędzy na prawnika). Bo przecież ile z takich osób miało kiedykolwiek do czynienia z rodziną, której odebrano dzieci? Ile ma większe pojęcie o powodach odbierania dzieci, o tym co się wcześniej dzieje zanim do tego dojdzie, ile razy najpierw podawana jest pomocna dłoń? Ile osób odróżnia więź od więzów, albo wie co to jest dysocjacja? Ilu z nich odbierałoby taki program rozumowo, a nie emocjonalnie?

Sporo już napisałem na tym blogu o Ptysiach. Ktoś kiedyś w komentarzu zadał nawet pytanie, czy możliwy jest powrót dzieci do takiej rodziny?
Owszem, jest możliwy. Wszystko polega na zbudowaniu odpowiedniej atmosfery, odpowiedniego wizerunku rodziny. Tym zajmuje się Helmut (czyli ten rycerz na białym koniu). W ostatnim czasie chyba stwierdził, że jego osoba szkodzi całej sprawie, więc oficjalnie usunął się w cień. Formalnie nie są już parą z mamą dzieci... jest już tylko historią tej rodziny. Jednak czasami nie wytrzymuje nerwowo i po jakimś spotkaniu mamy z dziećmi, potrafi chwycić za słuchawkę i wysłać niewybrednego SMS-a, albo zwyczajnie zadzwonić ze swoimi uwagami. Stoi za rogiem, czy cały czas korzysta z podsłuchów? Często odnosimy wrażenie, że jest obecny przy rozmowie telefonicznej mamy z dziećmi lub z nami, i kontroluje każde wypowiedziane przez nią słowo. Bywa, że mama jest niegrzeczna, oskarżająca, wykrzykująca, by... za kilka godzin zadzwonić, że przeprasza i tak naprawdę bardzo się cieszy, że dzieci są pod naszą opieką.
Helmut założył nawet firmę handlującą zbożem w sieci. Zapomniał tylko utworzyć stronę internetową... chociaż niewykluczone, że specjalnie, bo być może ktoś zechciałby robić z nim interesy. Jednak umożliwia ona mamie osiąganie legalnych dochodów. Czy sąd rodzinny będzie dociekał, jaki jest status tej firmy (do kogo należy i czym się zajmuje)?
Mnie jednak cały czas zastanawia motywacja tego człowieka (to takie moje zboczenie zawodowe). Wynajął podobno za ciężkie pieniądze prawnika, który niby ma w swoim dorobku nawet wybronienie pedofili. O co mu chodzi? Żadne z dzieci nie jest jego, a mama (nie obrażając jej) ani piękna, ani przesadnie bystra. Może chodzi o młodość i uległość?
Albo to jednak piękna i czysta miłość? Czasami łapię się na tym, że też zaczynam tak myśleć. Dopiero jak od początku próbuję dopasować całą układankę, to pewne elementy znowu mi nie współgrają.


Najgorsze w obu historiach jest to, że zarówno Bliźniaki jaki i Ptysie, cały czas żyją w zawieszeniu. Terminy obu rozpraw nie zostały jeszcze wyznaczone, a przecież Romulus z Remusem mieszkają z nami już ponad rok. Obie mamy obiecują dzieciom, że kiedyś do niej wrócą, a my nie wiemy jak na to reagować. Nikt nie wie, co będzie dalej. Nawet nic nie jest mniej lub bardziej prawdopodobne. Wszystko jest ulotne, niepewne, nic nie jest własne... może z wyjątkiem półki w szatni „Chmurka”.




Najlepsze Blogi

1 komentarz: