sobota, 15 kwietnia 2023

--- Życie po życiu

Mija czwarty tydzień bez Majki. Czwarty tydzień życia w matrixie, którego końca nie widać.

Jakoś daję radę.
Postanowiłem, że mieszkające z nami dzieci doprowadzę do końca. Odejdą do swoich nowych rodzin tak, jak to działo się zawsze. Bez ostrego cięcia i bez pośpiechu.
Chociaż może tylko tak mi się wydaje, że jest to moja decyzja i że mogłem powiedzieć: „Sorry, proszę zabrać mi te nie moje dzieci, bo ja jestem tylko mężem matki zastępczej prowadzącej pogotowie rodzinne”. Z prawnego punktu widzenia, cała piątka jest moja i tylko moja. Tak przecież zadecydował sąd. Umowę o prowadzenie pogotowia też podpisałem razem z Majką. Jestem więc ojcem piątki dzieci tak samo jak inny ojciec. Każdy ojciec – zastępczy, adopcyjny, biologiczny.

Powoli zacząłem wdrażać się w tematy, których dotychczas zupełnie nie ogarniałem. Spotykam się z rodzinami biologicznymi naszych dzieci – mamą, która próbuje mnie podrywać i babcią sprawdzającą czystość uszu i długość paznokci. Koordynuję dziesiątki tematów wydzwaniając tam gdzie trzeba i pisząc tu i ówdzie. Odpowiadam na pytania w sądzie, z których najtrudniejszym okazało się: „Ile ma pan lat?”. Piszę wnioski o odrzucenie spadku i organizuję strój galowy z okazji dnia prosinfoniki – nie wiedząc nawet czym jest ta prosinfonika.

Jako przykład mogę też podać pranie. Samo pranie, a nawet jego wysuszenie, od zawsze było proste. Ale już składanie i segregacja tego prania należała do Majki. Teraz mam cały worek skarpetek, które nie mają swojej pary i nijak nie potrafię zrozumieć dlaczego tak jest. Poszedłem zatem po rozum do głowy i stwierdziłem, że będę pranie ogarniał „wsadami”. Wrzucam więc do pralki wszystko z danego dnia – to, co chłopcy zdejmują z siebie przed wejściem do wanny. No i właśnie wyciągnąłem z suszarki taki wsad, a w nim trzy skarpetki. Każda w innym kolorze i nie ma czwartej.
Mam też problemy z odróżnieniem bluzki od piżamy. Na szczęście chłopcy są nieco bardziej ogarnięci i czasami gdy ubieramy się do przedszkola mówią: „Wujek, zakładasz nam piżamę”. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że przecież od zarania dziejów to ja zajmowałem się kąpielą i to ja zakładałem dzieciom piżamy. Powinienem mieć je w małym palcu, znać jak szeląg zły czy cokolwiek jeszcze. A jednak jestem jak daltonista, który stara się odróżnić kolory po odcieniach.
Ostatnio dałem rano Omenowi spodnie do założenia. Prosto z prania. Całkiem przyzwoite, nawet sprawdziłem czy nie ma w nich dziur. Coś a'la moro – melanż beżowo brązowy. Na szczęście zainteresowały mnie sznureczki, które wychodziły jakby od wewnętrznej strony. Okazało się, że były to zwyczajne dżinsy przewrócone na lewą stronę. Strach pomyśleć co by było, gdyby chłopiec tak poszedł do przedszkola.

A'propos wspomnianego wsadu. Obelixowi przebywającemu w szpitalu psychiatrycznym wykupiłem pralnię. Drugim rozwiązaniem było jeżdżenie co kilkanaście dni po dwieście kilometrów w jedną stronę i dowożenie czystych rzeczy. Ciekawy jestem rachunku, który dostanę na koniec miesiąca. Jeden wsad to kwota pięćdziesięciu pięciu złotych. Ja przy trójce mieszkających ze mną dzieci robię dwa wsady dziennie. Pewnie wsad pralniczy jest większy. Nie ma to jednak znaczenia. Ważne, że nie muszę odwiedzać Obelixa. Z tym chłopcem nie wiąże mnie nic. A właściwie jego ze mną. Byliśmy z sobą przez chwilę. W pojęciu astronomicznym było to mrugnięcie powieką albo i mniej. A jednak jesteśmy połączeni decyzją sądu i Obelix do mnie wróci – prędzej czy później. Raczej prędzej, bo okazuje się, że wcale nie jest chory psychicznie. Nie jest też niepełnosprawny umysłowo. Jest emocjonalną i intelektualną kaleką będącą wynikiem siedmioletnich zaniedbań. Potrzebuje rodziny, która będzie chciała go z tej otchłani wydobyć. Czy taka się znajdzie? Przestałem już wierzyć w cuda, ale może się mylę. Wierzę w to, że się mylę.

Omen z Dagonem zaczęli spotykać się z kolejną rodziną. Omen na drugim spotkaniu wczepił się w potencjalną mamę mówiąc, że ma go zabrać do domu. Dziewczyna miała łzy w oczach. Pewnie sobie pomyślała, że ta biedna sierotka wreszcie znalazła swoją wymarzoną mamusię i nie może się z nią rozstać. Dagon ze stoickim spokojem przyglądał się wszystkiemu, siedząc u mnie na kolanach. Próbowałem jej wytłumaczyć, że prawidłowe jest zachowanie Dagona, a Omen ten sam numer może wykręcić za pół roku, gdy przyjdzie do niej zupełnie obca mu osoba.

Chłopcy mają zupełnie inne problemy. Dagon będzie wymagał jeszcze wielu miesięcy, o ile nie lat, terapii. I nie ma żadnej gwarancji, że będzie lepiej. Ostatnio czekając w samochodzie zaczął walić głową w szybę. Gdy dostał ode mnie zwyczajną „zjebkę”, to ugryzł siedzącego obok Omena. Tak bez powodu, aby rozładować energię. Może więc być tak, że w wieku kilkunastu lat walnie głową w szybę, raniąc siebie i niszcząc okno – bo z czymś nie będzie chciał się zgodzić. Omen z kolei może wykrzyczeć: „Nie jesteś moją matką i spadaj na drzewo”. Wszystko to nie musi się wydarzyć, ale może i prawdopodobieństwa nie da się określić procentami. Nie wiem czy potrafię to rodzicom wytłumaczyć. Nie wiem czy potrafią to zrozumieć.

Nie wiem co będzie za tydzień, albo dwa. Dzisiaj przyszedł do nas w odwiedziny Sajgon. Przebywa w rodzinie pomocowej. Czas pobytu nieubłaganie dobiega końca, więc chłopiec musi sobie przypomnieć mnie, nasz dom, mieszkające z nami dzieci. Omen, podobnie jak w tamtą mamę, wczepił się w tymczasową mamę Sajgona i chciał aby zabrała go do swojego domu. Nie wiem czy powinienem o tym powiedzieć tej mamie, która myśli, że jest tą wymarzoną i wyczekiwaną.

Sajgon wyszedł za drzwi, ale przed płotem rzucił się na ziemię i za cholerę nie chciał wejść do samochodu.

Gdybym dziesięć lat temu miał dzisiejsze doświadczenia, to nie wchodziłbym do tej wody.

Nie wiem jak mam promować pieczę zastępczą. To taki film dla ludzi o mocnych nerwach – jak to kiedyś bywało w zapowiedziach horrorów. To taki film dla Majki, która lubiła jak coś się dzieje, która lubiła zawalczyć o jakieś dziecko. Lubiła albo tylko mi się wydawało, że lubiła.

Musimy z Majką odpocząć. Dobrze o tym wiem.

Niektórzy próbują mnie wspierać pisząc, że muszę o siebie zadbać, że przekroczyłem czerwoną linię, że mam już swój wiek, że powinienem wystawić dzieci za próg i niech się system martwi. No nie jest to wspierające. Ale jest tak cholernie motywujące do tego, aby pokazać, że dzieci którymi się teraz zajmuję, odejdą tak jak zawsze. A potem będzie koniec.

9 komentarzy:

  1. I to chyba jest ten czas, choć piszę to z żalem. Agata

    OdpowiedzUsuń
  2. To nie Ty powinieneś wystawić dzieci przez próg. To osoby odpowiedzialne za ich umieszczenie powinny znaleźć dla nich nowe miejsce na cito bo za chwilę Ty wylądujesz w psychiatryku. Nie wiem jakie słowa byłyby dla Ciebie teraz wsparciem, raczej chyba czyny osób współodpowiedzialnych za te dzieci. Bo to, że jesteś tatą zastępczym to nie znaczy, że masz teraz sam dźwigać ten bagaż. Nie piszesz nic o Mai. Mam nadzieję, że jej stan się poprawia. Życzę Wam odpoczynku i pięknych podróży jak już ten koszmar się skończy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cała ta sytuacja jest tak skomplikowana, że sam już nie wiem co bym chciał i jakiego wsparcia oczekiwał. Ogólnie rzecz ujmując – czuję to wsparcie. Z wielu stron, również nie mogę narzekać na PCPR. Ale... czuję się też w dużej mierze odpowiedzialny za losy przebywających u nas dzieci. Przynajmniej tych niektórych. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której zgadzam się na nagłe przeniesienie do jakiejś kolejnej tymczasowej rodziny Omena i Dagona. Ile razy można? W tej chwili jestem ostatnią ważną dla chłopców osobą, która jeszcze nie zniknęła. Ciągle za mną łażą – wujek a to, wujek a tamto, wujek chcę się przytulić. Jest to dla mnie męczące i czasami mówię: „To przytulajcie się sami do siebie”. Nie chcą i nawet to rozumiem. Z Argusem jestem rano, wieczór, we dnie w nocy. Zna tylko mnie. Uspokaja się na samo moje spojrzenie, dotyk, głos. Jest na takim etapie rozwojowym, w którym bardzo łatwo można zniszczyć to, czego się właśnie nauczył. A już wie, że można komuś zaufać, na kogoś liczyć, wejść w głębsze relacje – wie co to są więzi. W przeciwieństwie do Obelixa i Sajgona. Ta dwójka być może już nigdy nie odzyska straconego czasu. Raczej na pewno i tylko dlatego, że ktoś kiedyś nie pozwolił być im blisko siebie. Ta dwójka jest mi w jakiejś mierze obojętna, a przynajmniej ich przejście do kogoś innego nie wiązałoby się z traumą rozstania czy porzucenia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Z Majką jest jak jest – polineuropatia pozapalna. Można powiedzieć, że nie jest najlepiej. A przynajmniej nie tak dobrze jak oczekiwali tego lekarze. Filtrowanie osocza tylko w niewielkim stopniu poprawiło sytuację. Będzie teraz leczona immunoglobulinami, a potem czeka ją wielomiesięczna rehabilitacja. Szpital przywiózł mi do domu wózek inwalidzki. Ale już potrafi wziąć do ręki telefon – zadzwonić, coś napisać. Idzie więc ku lepszemu. Tyle tylko, że bardzo powoli.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo mi przykro z powodu choroby żony.. Przy odpowiedniej rehabilitacji i wdrożeniu leczenia na pewno będzie poprawa, ale niestety stres musi być ograniczony do minimum. Natomiast znając Panią Majkę z Pana opisów, myślę, że ona i tak znajdzie sposób na pomoc dzieciom - pewnie inny niż to było dotychczas, ale na pewno jakiś. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Majka już jakiś czas temu rozważała możliwość prowadzenia szkoleń dla rodziców zastępczych. Chyba nawet miała jakąś propozycję. Może to ten kierunek. Ale najpierw musi wstać.

      Usuń
  6. W czym ci ten PCPR tak bardzo pomógł. Nie doczytałem, Adam
    Ale życzę dużo wytrwałości i sił

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PCPR zorganizował przewiezienie Obelixa do psychiatryka. Teraz prowadzi wszelkie rozmowy ze szpitalem, zdejmując w pewien sposób ze mnie ten ciężar. Gdy dzwoniłem w sprawie prania brudnej bielizny, to nie chcieli udzielić mi żadnych informacji. Dla mnie, jest to ogromne wsparcie.

      Usuń
  7. O nie! Dopiero przeczytałam dwa ostatnie posty i bardzo mi przykro, że Majka zachorowała! Mam nadzieję, że lekarstwa i rehabilitacja przyniosą odpowiednie rezultaty. Przykro mi, bo to musi być bardzo trudne dla Was obydwojga.

    OdpowiedzUsuń