wtorek, 23 czerwca 2020

PAPROTKA


Dawniej opisywałem nasze dzieci zastępcze, gdy były z nami już kilka miesięcy, a czasami nawet dopiero wówczas, gdy odeszły do nowej rodziny. Dlatego doskonale wiedziałem, dlaczego Luzak był Luzakiem, Foxik – Foxikiem, a Hawranek – Hawrankiem. Teraz piszę niemal w czasie rzeczywistym. Niemal... bo jednak muszę trochę dbać o anonimowość opisywanych dzieci, historii i zdarzeń.

Niedawno przyszła do nas kolejna dziewczynka, dla której muszę wymyślić jakieś imię. Ale przecież jeszcze jej nie znam. Nie wiem jakie ma zwyczaje, cechy charakteru.
Początkowo chciałem dać jej na imię Lawenda... gdyż pojawiła się w naszym domu w czasie, gdy te piękne rośliny rozpoczynały swoje kwitnienie. Równie dobrze mogłaby zostać Różyczką.



Niech jednak będzie Paprotką, bo... rymuje się ze Stokrotką, a te dwie dziewczynki są jak siostry, prawie jak bliźniaczki.

Obecny okres epidemii powoduje, że jednak wszystko płynie dużo wolniej. Wiedzieliśmy, że Paprotka do nas przyjdzie, już kilka dni wcześniej. Bywa, że są to tylko godziny wcześniej. Wiedzieliśmy, że jest dziewczynką, znaliśmy jej imię i wiek. Może to się wydawać dziwne, ale czasami znamy tylko wiek... i to mniej więcej. Tym razem nawet znaliśmy nazwisko mamy dziewczynki, co spowodowało, że Majka dokładnie prześledziła jej profil na facebooku. No cóż, każdy odkrywa tam siebie tak jak chce, a mama Paprotki bardzo chce.

Dowiedzieliśmy się zatem, że Paprotka jest o niecałe dwa tygodnie młodsza od naszej Stokrotki. Ostatni tydzień dziewczynka spędziła w szpitalu, z którego mieliśmy ją odebrać. Majka doszła do wniosku, że jako dziecko zabiedzone, może być dużo mniejsza od Stokrotki. Jednak na wszelki wypadek zabrała z sobą rzeczy w różnym rozmiarze... i dobrze zrobiła.

Gdy Majka wróciła ze szpitala i zobaczyłem dziewczynkę po raz pierwszy, to przeżyłem szok. Powiedziałem „Boże, jaka wielka”, a po chwili dodałem „i jaka brzydka”. Na to Majka stwierdziła „ale zobacz, jakie ma piękne oczy”.
Nie wiem, czy tak reagują wszyscy ojcowie widzący po raz pierwszy swoje dziecko, czy jest to tylko moja przypadłość. Nie mam pojęcia, dlaczego teraz Stokrotka jest dla mnie najpiękniejszym dzieckiem na świecie (chociaż jest łysa jak kolano), a Paprotka mimo bujnej czupryny zupełnie mnie nie zachwyca. Na szczęście wiem, że wkrótce to się zmieni.

Niestety Paprotka może pozostać z nami na dłużej. Chodzi o to, że jej mama zniknęła, zostawiając wcześniej czwórkę swoich dzieci u ich dziadka (czyli swojego ojca).
Bo Paprotka ma jeszcze starsze rodzeństwo, chociaż jej mama jest w wieku naszej najmłodszej córki. Z prostych obliczeń wyszło, że rodząc swoje pierwsze dziecko, sama była jeszcze dzieckiem. Idąc dalej tym tropem, doszedłem do wniosku, że dziadek Paprotki mógłby być moim synem (chociaż musiałbym się trochę postarać). Dalszych wniosków nie będę wysnuwał, aby samemu za bardzo się nie przerazić.

W każdym razie, dziadek z dnia na dzień został postawiony przed faktem, że musi się zaopiekować czwórką swoich wnuków.
Nie do końca jestem przekonany, czy ja bym sprostał takiemu wyzwaniu (chociaż mam przecież jako takie doświadczenie w obyciu z dziećmi). Dziadek, będąc w więzieniu, raczej nie miał zajęć edukacyjnych z zakresu opieki nad maluchami. Pewnie dlatego stwierdził, że mleko to mleko, więc Paprotka przez jakiś czas była karmiona mlekiem UHT z kartonika.

Już nie po raz pierwszy dochodzę do wniosku, że dzieci wychowujące się w rodzinach niekoniecznie posiadających predyspozycje do bycia rodzicem, są o wiele bardziej zahartowane i lepiej przystosowane do istnienia we wrogim dla siebie świecie.

Gdy patrzę na nasze dwie dziewczynki, to stwierdzam, że Stokrotka jest jakaś opóźniona. Ciągle domaga się naszej obecności, nie potrafi samodzielnie pić z butelki i jest strasznie zazdrosna o Paprotkę.
Oczywiście piszę to z dużym przymrużeniem oka... bo tak właśnie powinno być. Nie jest normalne to, że czteromiesięczne dziecko potrafi godzinami leżeć w łóżeczku i niczego nie chcieć od swoich opiekunów. Paprotka ma bardzo płaską głowę, co zdaniem lekarzy jest skutkiem ciągłego przebywania w tej samej pozycji. Ale podobno już podczas pobytu w szpitalu zaczęła jej się zaokrąglać. Stokrotka zdecydowanie ma głowę „goryla” ochraniającego dyskotekę.



Nie mam pojęcia jakie w tej sytuacji zostały podjęte kroki, aby odnaleźć mamę Paprotki. Wszystko komplikuje wypowiedź dziadka, że dziewczyna wyjechała z kraju. Być może powinna być ścigana listem gończym... ale pewnie tak nie jest.

Jeszcze na koniec muszę dodać, że jednak Paprotka jest dwa tygodnie starsza od Stokrotki. Już chcieliśmy dzwonić do sądu, że pomylił datę urodzenia. Okazało się jednak, że to mama nie za bardzo pamięta, kiedy ją urodziła. A może tylko tak bardzo chce anonimizować swoją rodzinę na portalach społecznościowych...

Jestem bardzo ciekawy tej dziewczyny. Dwadzieścia lat (z małym kawałkiem), czwórka dzieci. Ale przecież jakoś sobie dawała radę sama. W żadnych notatkach nikt nie wspomina, żeby miała jakiekolwiek wsparcie. Może jest tą mamą, która pogubiła się w swoim życiu, która z pomocą różnych instytucji odzyska dzieci i będzie się nimi opiekować. Może jest tą mamą, na którą ja wciąż czekam. Może dokona tego, co udało się mamie Messengera... jako jedynej. Ale najpierw musiałaby wrócić... a trochę się obawiam, że wyjechała w siną dal.




15 komentarzy:

  1. a co z Paprotkowym rodzeństwem, Pikuś? I co z dziadkiem? Poddał się?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paprotkowe rodzeństwo jest we trójkę w innym pogotowiu rodzinnym, a paprotkowy dziadek jest szczęśliwy, że już nie ma kłopotu. Na początku były jeszcze jakieś rozmowy z paprotkową babcią i jakąś ciocią, ale to było zanim dzieci zostały umieszczone w pieczy. Nie wiem, czy ktokolwiek jeszcze się tym wątkiem interesuje. Najciekawsze jest to, że ci wszyscy ludzie zupełnie nie znają tych dzieci. Ich mama żyła poza rodziną. Chyba sama, bo nigdzie nie pojawia się temat jej partnera, czy któregoś z ojców. A jednak to nie jej odebrano dzieci, tylko dopiero dziadkowi.
      Może czasem się okazać, że ona o niczym nie wie. Wyjechała na przykład gdzieś do pracy i jest święcie przekonana, że dzieci są pod dobrą opieką. Ja wiem, że są telefony, ale dziadek może stwarzać pozory, a dzieci są jeszcze na tyle małe, że same nie porozmawiają.
      Jedyne co wiem, to tylko to, że jest to zupełnie inny świat, którego swoją logiką nie jestem w stanie ogarnąć. Nawet nie chcę powiedzieć, że gorszy... po prostu inny.

      Usuń
  2. głowa goryla ochraniajacego dyskotekę kupiła mnie w całości :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. one obie na tym zdjęciu mają straszne te głowy :-). takie byczki , karczycha.

      Usuń
  3. Czy ja dobrze rozumiem, że macie teraz 6 dzieci? Czy to oznacza, że szykują się zmiany w sytuacji Ptysi albo Bliźniaków?
    Pozdrawiam,
    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ehhhh, wszystko się tak komplikuje, że już sam nie wiem co jest bardziej prawdopodobne. Mama Bliźniaków w końcu dostała uzasadnienie decyzji sądu i złożyła apelację. Podobno wszystko ma się rozstrzygnąć na początku wakacji... czyli już niedługo. Osobiście w to wątpię, ale skoro jej prawniczka tak mówi...
      Mama Ptysi już przygotowuje się na powrót dzieci (rozprawa też już wkrótce... chociaż ja jeszcze nie wiem kiedy). I chyba im o tym mówi na spotkaniach, bo Ptyś ostatnio chodzi jakiś struty. Kilka dni temu zapytałem dzieci wprost, czy chcą wrócić do mamy. Balbina natychmiast odpowiedziała, że tak, a Ptyś... zrobił głupią minę i nie powiedział ani słowa. Wiele wskazuje na to, że jest to bardzo prawdopodobny scenariusz, który potwierdza zarówno prawniczka mamy, jak i jej asystentka rodziny. Właściwie jedynym konkretnym zarzutem w stosunku do mamy dzieci jest ciągłe zmienianie domów, spanie w samochodzie, uciekanie przed „systemem”. Reszta jest tylko w sferze domysłów, kojarzeniem rozmaitych faktów i wypowiedzi mniej lub bardziej wiarygodnych osób, oraz ocenami dzieci (przez różnych ludzi) opartymi na ich obserwacji. A mama od kilku miesięcy ma wynajęte mieszkanie, o które dba. Ma potwierdzone zatrudnienie, a na macierzyńskim będzie jeszcze większym zabezpieczeniem dla dzieci.
      Ja już nie mam ani siły, ani ochoty walczyć o tę dwójkę. Tym bardziej, że już niewiele mogę. Mam jeszcze tylko jednego Asa w rękawie, ale on może pomógłby tylko Balbinie (jednocześnie jeszcze bardziej odciskając swe piętno na pozostałej dwójce rodzeństwa) . A przecież to na Ptysiu najbardziej mi zależy.
      Może gdybym wiedział, że dla tej dwójki (i ich brata) są rodziny, które się nimi zaopiekują, które pokierują ich życiem, które staną się dla nich ważne... Wiem, że takich rodzin nie ma. Rozpoczną się poszukiwania. Dla Kapsla też rozpoczęły się poszukiwania.

      Kilka ostatnich miesięcy spowodowało, że zapełniły się wszystkie nasze pogotowia rodzinne... z przynajmniej dwukrotnym przekroczeniem limitu. Zapełniły się nawet rodziny pomocowe, u których dzieci nie mogą przebywać dłużej niż dwa miesiące. Z pewnością nie służy to dzieciom – w ich poczuciu przynależności, potrzebie budowania więzi.

      Za kilka dni wyjeżdżamy na wakacje nad morze. Gdy je planowaliśmy pod koniec ubiegłego roku, to ja zakładałem, że nie będzie już ani Ptysi, ani Bliźniaków. Stokrotka i Paprotka jeszcze nie istniały na tym świecie.
      Jednak Majka bardziej realistycznie do wszystkiego podchodzi, więc może częściej będę cytował jej opinie. Teraz mówi „oby przeżyć ten tydzień”. No...
      I znowu będziemy musieli jechać w dwa samochody.

      Usuń
    2. masz, Pikuś na myśli to, że kwarantanna spowodowała wiekszą agresję i więcej jest odebranych dzieci?

      Usuń
    3. Nie wiem, czy jest to agresja, czy zmęczenie materiału. A może zwyczajne zatrzymanie prac sądu na kilka miesięcy? Ale wszystkie rodziny są „zawalone”... również w ościennych powiatach.

      Usuń
  4. Może to głupio zabrzmi bo ty Pikusiu chyba jesteś niewierzący ale pomodlę się za te dzieci. Bardzo mnie zasmuciło to co napisałeś. Już 2 razy widziałam cud w życiu takich dzieci...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja jestem niewierzący? Z pewnością nie jestem praktykujący. Moje pojmowanie boga bardziej sprowadza się do pytania kim on jest. A może nawet bardziej, kim my jesteśmy dla niego.
      Modlitwa? Tak, to jest nasza siła... nawet abstrahując od istnienia Stwórcy.
      Ja tylko się zastanawiam, o co chciałbym się modlić za nasze dzieci. O to, aby ich rodzice się naprawili i dzieci mogły do nich wrócić? To byłoby najlepszym rozwiązaniem. Ale chyba jednak pojmowanym w kategorii cudu. A może...

      Ale bardzo dziękuję za Twoje słowa. Niby są to tylko słowa, ale jednak bardziej niewerbalna i empatyczna odpowiedź na to co opisuję.
      Gdybym ja miał się pomodlić, to powiedziałbym „Boże zrób coś, bo ja nie wiem co teraz będzie najlepsze”.

      Usuń
  5. a jazda na dwa samochody w jakich składach? Majka bierze na klatę najmłodszych? Podział "po równo" ? czyli jaki?Bierzecie jesczze kogoś jako wsparcie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podzieliliśmy się dziećmi w taki sposób, aby większy samochód miał po złożeniu trzeciego rzędu foteli maksymalnie duży bagażnik. Właściwie to moja debata z Majką polegała na ustaleniu, z kim jedzie Paprotka, a z kim Stokrotka. Teoretycznie dostałem tą trudniejszą dziewczynkę... która jeszcze sama nie za bardzo potrafi trzymać butelki, co w czasie jazdy mogłoby być pewnym utrudnieniem. Okazało się jednak, że przespała bez jedzenia całą kilkugodzinną podróż.

      Usuń
    2. Nie wiem, może się nie znam, ale wydaje mi się to straszne, że takie małe dziecko musiało samo trzymać butelkę, żeby się najeść. Przecież ona jeszcze nie ma nawet pół roku... A karmienie to nie tylko karmienie, ale też, a czasem przede wszystkim kontakt opiekuna z dzieckiem. Moje dziecko ponad półroczne wprawdzie samo chce sobie łyżkę podczas prob karmienia włożyć do gardła, ale liczy się przede wszystkim pierś. A butelka myślę w takich przypadkach, to trochę substytut.

      Usuń
  6. Hm, to jeśli mama dziewczynki prowadzi bujne życie na Facebooku, to dlaczego uważa się że ona zniknęła i nie wiadomo gdzie jest?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od czasu gdy dzieci nie mieszkają już z mamą, to skupia się ona właściwie tylko na aktualizacji swoich zdjęć profilowych. Trudno więc wywnioskować, gdzie teraz przebywa. W każdym razie raczej nie została porwana, jak twierdzą niektórzy.
      Chociaż mieliśmy też takie mamy biologiczne, które nadal wstawiały zdjęcia swoich dzieci, udając że nic się nie stało.

      Mi najbardziej podoba się jej motto przewodnie:
      „A chcę, żeby wszyscy zazdrośnicy, którzy obrabiają mi dupę, widzieli moje zdjęcia, wspaniałe życie które prowadzę, i nienawidzili mnie jeszcze bardziej.”

      Usuń