piątek, 6 lipca 2018

--- RODO 2


Tym razem nie będzie o żadnym dziecku.
Niedawno pisałem, że poprzez naszą koordynatorkę, poprosiliśmy panią prawniczkę, aby przejrzała kilka moich wpisów na blogu, pod kątem dbania o wizerunek opisywanych tutaj osób i ich prawo do zachowania anonimowości. Krótko mówiąc, chodziło o to, czy moje opisy (zwłaszcza dzieci) mieszczą się w granicach prawa.
Długo nie musiałem czekać, co mnie niezmiernie ucieszyło. Jednak jeszcze bardziej jestem zadowolony z wydanej opinii. Bez większego strachu mogę pisać według dotychczasowych zasad. Stosuję wystarczająco daleko posunięty kamuflaż, i nie muszę obawiać się jakichś większych konsekwencji prawnych (chociaż oczywiście ktoś może poczuć się urażony i spróbować sprawę w sądzie mi wytoczyć). Blog jest formą wyrażania własnych opinii i przemyśleń, a póki co żadnych granic (w sensie zachowań międzyludzkich) nie przekraczam. Zrozumiałem też, że jeżeli będę miał jakieś uwagi w stosunku do pracodawcy Majki, to również będę mógł je tutaj przedstawić. Na tę chwilę nic nie przychodzi mi do głowy, bo nasz PCPR jest jednym z najlepszych w kraju, co mogę stwierdzić na podstawie rozmów z innymi rodzinami zastępczymi (z innych powiatów). Dowodem na to jest choćby zaangażowanie się pani prawniczki w rozważania dotyczące poprawności mojego bloga.
Niestety nie mogę napisać jaki to jest PCPR – tutaj muszę stosować jak najdalej posuniętą anonimowość.
Zdjęcia, które czasami zamieszczam, też nie przekraczają przepisów prawa. Są wykonane najczęściej od tyłu i nie pozwalają na jednoznaczną identyfikację dziecka. Pewną wątpliwość wzbudziło tylko jedno zdjęcie, ale nie będę go usuwał, ponieważ w zasadzie nie wiem, o które chodziło. Może ostatnie zdjęcie Majki? A może nagie fotografie moich córek? Gdy ostatnio dziewczyny przyszły do nas w odwiedziny, to same zaczęły się zastanawiać, kto jest kim. Nawet Kaśka przyznała się do jednego z nich. Niestety jej tam nie ma. Jest tak stara, że w czasie gdy się rodziła, ojcowie nie mogli jeszcze być obecni przy porodzie.
A najciekawsze jest to (co już sam doczytałem), że bez większych problemów mógłbym umieścić fotkę anfas dziecka, dla którego jesteśmy opiekunami prawnymi. A przecież dla prawie wszystkich, w którymś momencie nimi jesteśmy. Istnieje też coś takiego jak wizerunek w tle. Gdy ktoś robi sobie zdjęcie na plaży, to trudno wyprosić wszystkich, którzy weszli w kadr. Tak więc zawsze mógłbym się tłumaczyć, że robiłem zdjęcie elewacji budynku. A że jakieś dzieci przypadkowo się tam znalazły, to już nie moja wina.

Rozważona została również kwestia Makumby. I nie chodzi nawet o tego konkretnego faceta, który zapewne nie miałby (przynajmniej dotychczas nie ma) większych problemów z tym pseudonimem, ale o pewnego rodzaju poprawność polityczną. Lepiej nie używać określeń typu Bambo, Mambo, Jumbo... no i Makumba. Sam jestem wychowany na elementarzu Falskiego, w którym „murzynek Bambo w Afryce mieszkał”. Jakoś wówczas nikomu to nie przeszkadzało i nikt nie miał żadnych negatywnych skojarzeń. No, ale czasy się zmieniają. Nie będę zmieniał pseudonimu w dotychczasowych postach, bo Makumba pojawiał się wielokrotnie i nie jestem nawet w stanie wszystkiego wyłapać. Jednak trochę będzie mi tej ksywki tutaj brakowało. Przyzwyczaiłem się. Majka jak bardzo chce, to może zmienić to imię w „kontaktach” w telefonie. W zasadzie to nie wiem, jak ma go zapisanego, ale czasami mówi „O! Makumba dzwoni”. Stwierdziłem jednak, że będę musiał wymyślić jakieś inne określenie, które będę używał od teraz. Przychodziło mi na myśl „Waligóra” albo „Wyrwidąb”. Niby pasujące, ale jednak nie tak sympatyczne jak poprzednie. Może lepsze będzie „Big Ben”.

Skoro wszystko jest w miarę poprawne, to wkrótce opiszę dalsze losy Kapsla, bo sporo się zmienia. Zresztą Big Ben ma tutaj sporo zasług.

Chciałbym też trochę odnieść się do, odmienianej przez wszystkie przypadki, ustawy RODO. Oczywiście mam na myśli obowiązki rodziców zastępczych.
Nasz PCPR na tę chwilę w żaden sposób nie ustosunkował się do tematu. W niektórych innych powiatach, rodziny zastępcze musiały podpisywać zobowiązanie do chronienia danych osobowych przebywających u nich dzieci. Pewnie gdyby nasz PCPR przysłał nam taki „papier” do podpisania, to też byśmy go podpisali.
Tyle tylko, że na dobrą sprawę, nic by to nie zmieniało. Sama ustawa niczego nikomu nie narzuca w sposób jednoznaczny. Gdy wracam do domu samochodem, to mijam reklamę „Szafki zgodne z RODO”. Ale przecież ustawa nie zmusza nikogo do kupowania jakichś szafek. Nie mam pojęcia co to za szafki – może pancerne. Podejrzewam jednak, że w przypadku włamania do naszego domu, w pierwszej kolejności wyniesiona zostałaby właśnie taka szafka, a sterta papierów w komodzie pozostałaby na swoim miejscu.
Jednym z punktów ustawy jest stwierdzenie, że osoba fizyczna ma prawo do usunięcia wszelkich swoich danych osobowych z bazy firmy (czy instytucji), której nie jest już klientem. Czy rodzice adopcyjni (którzy są przecież opiekunami prawnymi swojego dziecka), mają prawo wymagać od nas zniszczenia wszelkiej dokumentacji swojego dziecka (z czasu, gdy przebywało ono u nas)? Wydaje mi się, że tak. W końcu są to setki stron rozmaitych pism, opinii, druków urzędowych. Ale z drugiej strony, Urząd Skarbowy każe nam przechowywać (przynajmniej akty urodzenia dzieci i pewnie decyzje sądu o umieszczeniu w naszej rodzinie) te dokumenty przez pięć lat. Teoretycznie możemy poprosić PCPR o wydanie kopii. Ale czy rodzice nie mogą żądać tego samego od PCPR-u (czyli usunięcia wszelkiej dokumentacji)?

A może tak właśnie powinno być, przynajmniej w odniesieniu do rodzin zastępczych?
Załóżmy, że jakieś dziecko odchodzi do rodziny adopcyjnej. Rodzic biologiczny, który zechciałby poznać adres tych rodziców, nie włamie się do PCPR-u. Jednak jakim problemem jest włamanie się do domu rodziny zastępczej, w której dziecko przebywało (zwłaszcza, że często jest to jego profesja)? Kto wówczas będzie za to odpowiadał?
A tak w ogóle, to zgodnie z RODO, do rozpoczęcia procesu przetwarzania danych wymagana jest dobrowolna zgoda podmiotu. Kto pyta o to rodzica biologicznego, zastępczego, adopcyjnego?
Może całe rodzicielstwo zastępcze wcale nie podlega pod tę ustawę? Rozporządzenie nie ma zastosowania do przetwarzania danych osobowych w ramach działalności nieobjętej zakresem prawa Unii Europejskiej. Dlaczego jednak jedne PCPR-y coś w tej sprawie robią, a inne nie? Wniosek jest jednak prosty. Albo jedne są nadgorliwe, albo drugie niedoinformowane.
Jednak pewną konkluzją z tych moich rozważań jest to, że być może rodzina zastępcza też chciałaby mieć prawo do ochrony danych osobowych. Niestety na większości postanowień sądu (które otrzymują również rodzice biologiczni) widnieje jej adres (a czasami również zawód, miejsce pracy i uzyskiwane dochody). Już nie raz (prawdę mówiąc dwa) zdarzyło nam się, że tuż po rozprawie stanął u progu zupełnie niezapowiedziany rodzic biologiczny. Chora umysłowo mama Smerfetki jeszcze tak bardzo mnie nie przeraziła, ale już tata Filemona (o którym słyszałem, że jest synem lokalnego mafioso) spowodował, że serce mi mocniej zabiło.

Załóżmy jednak, że dzieci cały czas są jeszcze u nas, i że jednak ta ustawa również nas obowiązuje. Przeważnie dokumenty są przesyłane w formie elektronicznej na skrzynki mailowe. Większość użytkowników korzysta z systemu operacyjnego, który jest jednym z najbardziej „dziurawych”. Można usunąć załącznik, można usunąć pliki z dysku, można się logować „in private” - nic to, wszystko jest do odzyskania. Można przesyłać dokumenty faksem, można dyktować poufne wiadomości przez telefon, albo wysyłać SMS-y – nic to. Można przesyłać wszystko pocztą – nic to, przesyłka może zaginąć . Może trzeba wszystko przewozić osobiście?
I jeszcze jedna moja uwaga w tym temacie. Nie wszystko przechowuje się tylko w formie papierowej. Wiele informacji jest zapisanych na laptopach, pen-drive'ach, dyskach zewnętrznych. Są to urządzenia przenośne. Na co mi kasa pancerna na dokumenty, skoro mogę zgubić laptopa? Ktoś może powiedzieć, że trzeba wszystko usuwać z dysku. Tylko, że jak wyżej pisałem, podobno nie ma rzeczy nie do odzyskania. Wszystko jest kwestią ceny. W tym momencie zastanawiam się, czy dane, które przechowujemy o dzieciach, są aż tak cenne?
No tak, ale można jeszcze mieć odrębnego laptopa, który nie będzie opuszczał sejfu i będzie przeznaczony tylko do zapisywania informacji dotyczących rodziny zastępczej.
Ciekawy jestem, jaka byłaby reakcja naszego PCPR-u, gdybym napisał wniosek o wyposażenie mnie w łóżeczko dla dziecka i... laptopa.

Zupełnie nie przeszkadzało mi, gdy jako dziecko szedłem do kolegi i nie musiałem pamiętać, że mieszka pod numerem 13 (bo jego nazwisko widniało na domofonie). Niedługo niektórzy pozwolą się zaczipować, bo nie będą akceptować adresu na dowodzie osobistym.
Albo kolejny przepis, który wymaga, aby na moim płocie widniała nazwa ulicy i numer domu.  Na szczęście jest to martwe prawo i straż gminna ma na to „olew”. Kurier jakoś trafia. Widzi, w którą ulicę skręca, a kilkunastocentymetrowej wielkości numeru domu nad drzwiami, trudno nie zauważyć.
Czasami mam wrażenie, że zaczynam żyć w świecie Mrożka i Orwella.
Ale może to tylko złudzenie. Może jestem zbyt stary, aby zrozumieć współczesny świat.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz