wtorek, 22 września 2015

HAWRANEK

Hawranek trafił do nas w wieku trzech miesięcy, ze szpitala, w którym znalazł się z powodu niedożywienia. Od urodzenia opieka społeczna interesowała się chłopcem i jego mamą, ponieważ ta została już pozbawiona praw do starszych dzieci – pewnego dnia wyszła na trzydniową imprezę, zostawiając dzieci same w domu. Widocznie uznała, że sobie poradzą (niestety nie zdołały doskoczyć do lodówki). Tatuś znany, ale niezainteresowany.
W ciągu dziesięciomiesięcznego pobytu Hawranka u nas, mama odwiedziła go tylko raz. Za to często pisała SMS-y, najczęściej z prośbą o jakąś „fotkę”.

Aktualnie chłopiec przebywa w rodzinie adopcyjnej.

Jest nam bardzo miło, że mamy kontakt z jego „nowymi” rodzicami i raz na jakiś czas się odwiedzamy.

Oto jego historia (będąca wycinkami korespondencji mailowej, więc będą miejsca, w których nasunie się pytanie „ale o co chodzi?”).

Aby uzyskać wiek Hawranka, do każdego dnia trzeba dodać 101 – bo trafił do nas mając właśnie tyle dni.

Dzień 1

Odebraliśmy ze szpitala Hawranka, jest malutki ale się uśmiecha. Wystarcza mu odrobina zainteresowania i trochę miłości.

Dzień 26

Hawranek od wczoraj kaszle i ma temperaturę. Akurat się złożyło, że dzisiaj idziemy z dziećmi do lekarza więc pewnie coś poradzi. Chociaż Hawrankowi choroba chyba nie bardzo przeszkadza, bo jest tak samo "temperamentny" jak zawsze.

Dzień 58

Hawranek skończył 5 miesięcy. Wprawdzie nie siedzi i nie chodzi (bo na to ma jeszcze czas), ale jest już „kumplem do pogadania”. Potrafi wyrazić swoje zdanie (na razie jeszcze niewerbalnie, ale wiadomo o co mu chodzi).

Dzień 102

Hawranek ma już pół roku więc najgorsze za nami (czyli Hawrankiem i mną). Facetom trudno zrozumieć ten pierwszy okres w życiu dziecka, gdyż jest to wiek, w którym normalny mężczyzna musi przyznać (czego dotychczas nie robił), że są sytuacje bez wyjścia – dziecko wrzeszczy i nie wiadomo ani czego chce, ani jak temu zaradzić.

Dzień 138

Są dni, gdy chciałbym zamienić się z Majką i móc zajmować się tylko dziećmi.
Gdy odchodzę po schodach na piętro – Hawranek żegna mnie płaczem. Świadomość, że chociaż przez chwilę jest się dla kogoś całym światem, jest czymś niesamowitym.

Dzień 162

W kwestii Hawranka będzie krótko, ponieważ przy pozostałych dzieciach to okaz zdrowia. - Na 99% mamy załatwionego psychologa (chodzi o opinię dla ośrodka adopcyjnego). Maja zadzwoniła do koleżanki, ta do swojej koleżanki, która jest psychologiem w jakiejś poradni i wszystko zależy od dobrej woli dyrektorki tej poradni. Ale podobno jest to "ludzka" kobieta, więc jesteśmy dobrej myśli - wszystko będzie jasne jutro. - za tydzień mamy wizytę u kardiologa (wprawdzie Majka zrobiła mi tutaj znak zapytania, więc może to do końca nie jest pewne, a już poszła spać, więc nie będę jej budził). - Ogólnie chłopak rozwija się bardzo dobrze. Mamy nadzieję, że za jakieś 2 tygodnie będzie już siadał, bo cały czas próbuje. Jednak rehabilitantki nie pozwalają nam nic robić na siłę - usiądzie jak będzie do tego gotowy. Póki co jest "królem parkietu" - co chwilę wyciągamy go spod fotela lub odciągamy od miski lub posłania psa.


Dzień 181

Ocena rozwoju dziecka na podstawie obserwacji opiekunów (10 miesięcy).

Hawranek jest dzieckiem zdrowym a jego rozwój w naszej opinii przebiega prawidłowo. Jest chłopcem bardzo inteligentnym, jedynie w sferze ruchowej można mu zarzucić, że jest trochę „leniwy”. Jednak są rzeczy, w których zdecydowanie przewyższa swoich rówieśników.

Zestawienie jego umiejętności (lub ich braku):

  • Sprawnie pełza po całej podłodze. Gdy nie może dojść do założonego sobie celu, dodatkowo wykorzystuje „turlanie”, czyli przetaczanie z pleców na brzuch i odwrotnie.
  • Siedzi sam bez podparcia, jednak nie potrafi usiąść. Sztuka ta udała mu się tylko raz (tydzień temu), jednak do tej pory jej nie powtórzył – choć ciągle próbuje.
  • Wyjmuje zabawki z pudełka i wkłada palce w otwory. Do perfekcji opanował wyjmowanie jedzenia z psiej miski (po jednej chrupce – ruchem pęsetowym). Zabawa ta potrafi go zająć nawet na kilkanaście minut. Skutkiem ubocznym jest dodatkowy posiłek, jednak opierając się na doświadczeniu z własnymi dziećmi, wiemy że może nie jest to higieniczne, ale na pewno jest nieszkodliwe.
  • Nawiązał silne więzi nie tylko z domownikami, ale również z psem. Potrafi się z nim bawić zabawką, wchodzi na niego, łapie za ogon, uszy i widać, że sprawia mu to ogromną przyjemność (zresztą psu również).
  • Ostatnio zaczyna zmieniać taktykę w chwytaniu przedmiotów, stosując ruch szczypcowy (uginając kciuk).
  • Sam je chrupki kukurydziane, biszkopty itp. Chętnie zjadłby też twardsze posiłki, ale dwa zęby, które posiada nie bardzo mu na to pozwalają.
  • Sam pije z butelki (lub kubeczka „niekapki”). Gdy ją upuści, potrafi ją odnaleźć i kontynuować jedzenie lub picie.
  • Sprawnie je karmiony łyżeczką.
  • Je chętnie, różne potrawy. Doskonale rozróżnia smak – woli deserek od buraczków. Gdy pewnego razu pomyliliśmy mleko – po prostu podziękował.
  • Uczy się tego co obserwuje. Ponieważ w zabawach często stosujemy elementy dźwiękonaśladowcze (warczenie, szczekanie, miałczenie), on również chcąc nas zmotywować do wspólnej zabawy – zaczyna warczeć (na szczęście jeszcze nie szczeka).
    Powtarza też zachowania innych dzieci będących pod naszą opieką – np. zaczął krzyczeć
    tak samo jak jego rówieśniczka Olinka.
  • Naśladuje ruchy. Podaje rękę na „dzień dobry”, „przybija piątkę”, wyciąga ręce, gdy oczekuje naszego zainteresowania. Jest oporny w robieniu „pa-pa” i „kosi-kosi”. Widocznie stwierdził, że te umiejętności do niczego mu się w życiu nie przydadzą.
  • Reaguje na swoje imię (a właściwie ksywkę – Hawranek)
  • Rozumie proste polecenia np. „daj”, „weź”, „nie wolno” (chociaż rzadko się do nich stosuje, zwłaszcza tego ostatniego).
  • Prowadzi monologi używając sylab, potrafi też szeptać.
  • Rozpoznaje siebie w lustrze a nawet potrafi się bawić z jego wykorzystaniem. Umie nas rozpoznać w lustrze, nawet gdy dzieli nas przegroda (a lustro jest z boku). Dziwi się tylko, że z innego miejsca dochodzi głos a z innego obraz.
  • Złości się, gdy mu się coś zabierze lub gdy ktoś odejdzie (traktujemy to jako pozytywny objaw).
  • Rozpoznaje obcych i jest nieufny, chociaż po dłuższej chwili i w naszej obecności, potrafi się z nimi dobrze bawić.
  • Sprawia wrażenie, jakby zaczynał rozumieć pochwałę.
  • Jest bardzo wrażliwy na krzyki, hałasy (wiertarki w domu można używać tylko pod jego nieobecność). Nawet delikatne strofowanie bardzo „bierze do siebie”.
  • Ponieważ sam jeszcze nie siada, nie zaznajamiamy go z nocnikiem.

Dzień 227

… Hawranek z kolei jest bardzo pragmatyczny (co widzieliśmy już w poprzednich miesiącach). Potrafi stanąć w pozycji startowej do raczkowania, zrobi jeden krok .. drugi i szybko przechodzi do pełzania, bo tym sposobem przemieszcza się najszybciej. Ostatnio wielką frajdę sprawia mu, gdy inni robią mu "pa-pa". Myślę, że wie czego od niego oczekujemy i czasami łaskawie nam "odkiwnie". "Kosi-kosi" nadal nie robi , ale lubi zabawę "łapką po łapkach" - przyjmujemy to jako pewną odmianę "kosi-kosi". Do pozycji siedzącej przechodzi w ułamku sekundy - również podnosząc się z pozycji leżącej (czyli robiąc "brzuszek" bez trzymanki). Mamy takiego "gadającego" psa (nie chodzi o naszą Furię), który ma różne przyciski. Hawranek jednym palcem (i wydaje się to działaniem celowym) naciska różne klawisze. Inne dzieci „walą” byle gdzie, byle tylko pies się odezwał. Niestety jest trochę leniwy w kwestii wstawania. Nawet zachęcany nie „podejmuje tematu” - chyba ma za duży brzuch.

Dzień 236

Wracając do mojej ostatniej oceny naszych dzieci, to mam wrażenie , jakby wszystkie czytały to co do Pani napisałem i ostatnio robiły wszystko aby zadać kłam negatywnym opiniom. 
Hawranek próbuje wstawać (brzuch mu już nie przeszkadza) gdy tylko znajdzie jakiś punkt podparcia - może to być nawet pies. Czasami tylko zawiśnie w połowie i wola pomocy. Chapic przewraca się na brzuch już nie na zasadzie "rzucającej się ryby", ale świadomie - próbuje kilka razy aż mu się uda - czasami pasuje. Niestety to co uważałem za jego sukces, że potrafi stanąć na nogach na kilka sekund, niestety nie jest pozytywnym objawem. Mimo, że nie ma klasycznego napięcia mięśniowego, wstawanie na jego etapie jest jakąś tego pochodną.
Jednak największe wrażenie zrobiła na mnie Majka. Na ostatnim kursie dla położnych powiedzieli, że telewizja "wypłaszcza mózg". Od tego czasu dzieci oglądają bajki okazyjnie a na co dzień słuchają muzyki i to często klasycznej. Myślę, że jest to dobry kierunek. Dzieciakom to nie przeszkadza, a może nawet pomaga w rozwoju (jak Olinka nie miała na co się gapić, to zaczęła siadać). Ja w dzieciństwie też chyba miałem wypłaszczany mózg, bo lubię tylko Griega, Betowena ale tylko w wersji "Dla Elizy" i parę innych wybranych standardów. Dzisiaj puściłem Hawrankowi i Olince - Vivaldiego. Znieśli to zdecydowanie lepiej niż ja.

Dzień 268

(Pani Agnieszka – psycholog z ośrodka adopcyjnego).
Hawranek. Ten to dopiero zrobił wrażenie na pani Agnieszce. Nie ona pierwsza stwierdziła, że sama chętnie by go adoptowała. Na dobrą sprawę, jedyną rzeczą, do której można się przyczepić jest to, że nie wstaje (mimo, że próbuje). Ja jednak zawsze go bronię. Małymi kroczkami, ale podnosi się coraz wyżej - najpierw pełzał (notabene jak musi gdzieś "podbiec" szybko, to nadal jest to najskuteczniejszy sposób), potem czworakował (chyba to to samo co kiedyś raczkował), od jakiegoś czasu podnosi się na kolanach - więc kiedyś wstanie. Wszelkie testy zdał na piątkę. Z jednym miał problem, chociaż ja też chyba bym go "oblał". Dostał kilka klocków i chodziło o to co zrobi z trzecim, mając już dwa w rączkach. Nie dopytałem (bo mi było głupio), czy powinien zadowolić się tymi dwoma, czy jeden wyrzucić i brać następny (ten wariant wybrał - chociaż chyba źle, bo tak można w nieskończoność), czy próbować wziąć dwa w jedną rękę. Na hasło "daj" - dał zabawkę mi a nie pani Agnieszce. To zostało zaliczone (wie o co chodzi - a niby dlaczego ma dawać obcej kobiecie). Zaskoczył nas umiejętnością wkładania klocków do kubeczka. Wałkujemy z nim to od jakiegoś czasu, chociaż zawsze woli wykładać. Ale mu się udało - powiedzmy, że długo trenował do egzaminu. Jednak w porównaniu do Miśka jest dużo bardziej nieufny. Misiek praktycznie od początku wchodził pani Agnieszce na kolana. Hawranek do końca trzymał dystans. O potencjalnych rodzicach (pierwszych w kolejce... ale chyba takiej okazji nie przepuszczą) wiemy tyle, że są bardzo sympatyczni i co najważniejsze są z naszego miasta. Pani Agnieszka stwierdziła, że sporo razy będą musieli do nas przyjechać , aby zaskarbić sobie względy Hawranka. W najbardziej optymistycznej wersji, pierwsze spotkanie nastąpi w piątek.

Dzień 277

(Pierwsze spotkanie z nowymi rodzicami)
HAWRANEK Od dzisiaj jest to Stasiu - chociaż jutro musimy dopytać czy ma to być Stasiu, Staś, Stanisław - bo na początku będzie to dla niego miało znaczenie (biorąc pod uwagę, że mamy już teraz tak się do niego zwracać). Dla mnie i tak na zawsze zostanie Hawrankiem, podobnie jak Kasia nadal jest Foxikiem. Niestety jeszcze nie miałem przyjemności poznać nowych rodziców Hawranka, ale pierwsze wrażenie Majki jest bardzo pozytywne. Wprawdzie "stara matka-kwoka" prawie nie "wydrapała oczu" nowej mamie, gdy ta stwierdziła, że Hawranek ma odstające uszy, ale pod koniec wizyty już były koleżankami. Wstępne ustalenia są takie, że przynajmniej przez 2 tygodnie nowi rodzice mają odwiedzać Hawranka-Stasia i jak dobrze pójdzie (jak sąd się "wyrobi") "młody" od kwietnia będzie już w nowej rodzinie. Nowi rodzice chcą go odwiedzać codziennie. Z jednej strony mnie to cieszy i dla Hawranka jestem w stanie się poświęcić, ale z drugiej strony trochę się obawiam "pałętających" się po domu przez dwa tygodnie obcych ludzi. Ale poczekam do jutra, bo jak będą tak "fajni" jak rodzice Olinki, to dam radę.
Hawranek na spotkaniu "wypadł" bardzo dobrze. Bawił się z nowymi rodzicami, ale emocjonalnie reagował na zniknięcie Majki - co pani Agnieszka na bieżąco tłumaczyła, że tak właśnie powinno być. W trakcie zabawy na chwilę "się zawiesił" - zaskoczyło to również Majkę - a objawiło się zwieszeniem głowy, szybkim i głęboki oddechem oraz brakiem reakcji na otoczenie. Jednak pogłaskanie po rączce spowodowało "reset Hawranka" i po chwili "wrócił do żywych". Pani Agnieszka (w końcu jest psychologiem) stwierdziła, że jest to normalna reakcja na nadmiar bodźców.



Dzień 288

Ocena dziecka na podstawie obserwacji opiekunów (13 miesięcy).

Niejeden książę nie może pochwalić się taką ilością imion, co nasz Hawranek (jedno od mamy, drugie z urzędu, my mówimy Hawranek, a teraz będzie Stasiem).
Od tygodnia spotyka się z nowymi rodzicami (adopcyjnymi). Mówimy do niego Stasiu,
bo tak będzie miał na imię – o dziwo zaczął już reagować na to określenie.
Lubi nowych rodziców, chętnie się z nimi bawi, chociaż często sprawdza, czy ktoś
ze starych znajomych” jest w pobliżu.
Po tygodniu odważyliśmy się na spotkanie „sam na sam”. Nie było źle – była dobra zabawa
bez płaczu. Jednak po powrocie (z pokoju na piętrze) Stasiu jakoś nienaturalnie (inaczej niż
zawsze) ucieszył się na mój widok. Emocje były, bo tego dnia zasnął „snem kamiennym”.
Nawet w środku nocy sprawdzałem czy oddycha - z reguły „telepie” się we śnie po całym
łóżku.
Nowym rodzicom racjonujemy emocje (nie ma wszystkiego naraz). Najpierw były wspólne
zabawy, potem spotkanie w cztery oczy (a w zasadzie sześć). Dalszy etap, to pierwszy spacer, pierwsza kąpiel. Ze zniecierpliwieniem czekam na rozdział „pierwsza kupa”.


Wykaz umiejętności nabytych w ostatnim kwartale.


  • Z pełzania, po długim czasie „przeszedł” do czworakowania, chociaż jeszcze często  (gdy musiał gdzieś szybko „podbiec”) stosował pierwszą metodę.
  • Długo próbował wstawać opierając się na czymkolwiek. Uwielbiał przechodzenie przez leżącego psa.
    Aktualnie wstaje na nogi (mając jakiś punkt podparcia). Niestety nie potrafi usiąść z tej pozycji, więc aby nie „walnął” głową o podłogę musimy go łapać w locie – co wymaga wykazania się niezłym refleksem. Prawie nie ma dnia, aby nie nabił sobie nowego guza. „Nowi rodzice” rozważali nawet kupienie kasku ochronnego, ale „nowa babcia” odwiodła ich od tego pomysłu. Jeżeli nie nauczy się teraz chronić głowy, to będzie nią „walił w mur” do końca życia.
  • Próbuje budować z klocków (stymuluje go w tym kierunku starszy kolega), chociaż większą frajdę sprawia mu burzenie. Od dłuższego czasu stara się „rozpracować” bączka, ale mu nie wychodzi. Wkłada i wyjmuje przedmioty z pojemników … Tego rodzaju testy psychologiczne (wykonane w związku z kwalifikacją do rodziny adopcyjnej) zdał na piątkę.
  • Cały czas bada świat. W przeciwieństwie do innych dzieci nie zawsze potrzebuje „przewodnika”. Zwłaszcza, że ten nie pozwoliłby na „taplanie” się w psiej misce, wchodzenie na schody, wyciąganie śmieci z pojemnika itp.
  • Wydaje nam się, że mówienie, iż dzieci poniżej dwóch lat nie potrafią bawić się ze sobą (tylko bawią się obok siebie) nie do końca jest prawdziwe. Wprawdzie zabawkami nie bardzo chce się dzielić, ale jak trzeba coś „zbroić” to doskonale potrafi się zjednoczyć i działać wspólnie ze starszym kolegą (np. wyciągać postawione za barierką zakupy).
  • Potrafi bawić się samodzielnie. Gdy rano się obudzi i dostanie poranne mleko, potrafi „zająć się sobą” nawet ponad godzinę. Bawi się zabawkami, rozmawia sam z sobą, śmieje się do siebie, czasami jeszcze na chwilę przyśnie. Gorzej gdy w tym czasie pojawi się jakiś opiekun na horyzoncie – wtedy nie ma „zmiłuj”.
  • Stasiu coraz więcej mówi. Gdybyśmy go uczyli mówić „mama”,”tata”, to już by to umiał.
    Aktualnie słowa te „rzuca w przestrzeń”. Bawi się słowotwórstwem, chociaż niektóre słowa np.„da-da” (daj) i „nie” wypowiada świadomie.
  • Coraz więcej rozumie np. „poczekaj”, wykonuje proste polecenia np. „otwórz dzióbek” (czyli buzię), czy też rozumie zadawane pytania np. „gdzie jest Furia?”.
  • Lubi powtarzać wyrazy (frazy) dźwiękonaśladowcze (warczenie, bulgotanie). Niestety pod tym względem trochę go zaniedbujemy, bo nasz pies nie szczeka, kot nie miauczy, zegar się zepsuł i nie „tyka” - chociaż z drugiej strony, gdy stara się wykazać swoimi umiejętnościami podczas jedzenia zupki, to może i lepiej, że nie ma się na czym wzorować.
  • Lubi jak się go chwali. Gdy jest karcony – udaje, że nie słyszy.
  • Reaguje na obcych, gdy znikamy jest niespokojny, w końcu protestuje i płacze (to zachowanie będzie papierkiem lakmusowym potwierdzającym akceptację nowych rodziców adopcyjnych).
  • Nie uczymy go zaznajamiania się z nocnikiem. Z jednej strony brakuje na to czasu, a z drugiej, jego układ nerwowy nie jest chyba jeszcze na tyle dojrzały, aby zdawał sobie sprawę, że chce mu się „siusiu”. Na tym etapie byłoby to bardziej „łapanie kupy” przez nas, niż jego świadome działanie.
  • Je prawie wszystko, ale jakby gorzej niż miesiąc czy dwa temu. Albo nie potrzebuje już tylu kalorii, albo szkoda mu tracić czas na jedzenie, skoro wokół jest tyle innych ciekawych zajęć.
  • Śpi bardzo ładnie – w nocy 20.00 – 7.00, w dzień jeden raz najchętniej między 13-tą a 16-tą

Kontakty z rodzicami biologicznymi.

Mama raz na jakiś czas (tydzień-dwa) przysyła sms-a z pytaniem „jak się czuje?”.
Mamy wrażenie, że nie bardzo zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji.
Ostatnio pochwaliła się, że zakończyła znajomość z dotychczasowym partnerem
(chyba ojcem Stasia-Hawranka) i znalazła pracę.
Dalszego komentarza – czy oznacza to coś względem chłopca – nie było.
My milczymy i trzymamy kciuki, aby jak najszybciej sąd podjął decyzję o adopcji.
A mamie życzymy wszystkiego dobrego. Jest jeszcze młoda i może sobie ułożyć nowe
życie.


Dzień 292

Za to Stasia-Hawranka zaznajamiamy z nowymi rodzicami "na maksa". Prawie u nas mieszkają. Wczoraj wyszli przed 22-gą a rano jak wstałem po 9-tej to już byli. Są bardzo sympatyczni (na szczęście), więc ich wizyty nie są uciążliwe. Do tego zajmują się wszystkimi dziećmi, czasami bardziej niż swoim Stasiem. Pytają o wszystko (więc Maja ma możliwość się "wygadać"). Ja, dwa dni temu dokonałem "prezentacji kąpieli Stasia". Wczoraj były zajęcia praktyczne (ja byłem ekspertem). Rodzice próbują zapamiętać każdy szczegół kąpieli i przygotowań do niej, chociaż tak na prawdę, najważniejsze jest, aby po rozwinięciu pieluchy jak najszybciej zanurzyć Stasia w wodzie (żeby nie mieć moczu w oczach).  Trochę omijamy zasady, ale w sobotę Ania i Patryk wzięli Stasia na cały dzień do swojego domu (wprawdzie napisali nam oświadczenie, ale teoretycznie nie powinniśmy na to pozwalać). Jednak metody, które stosowaliśmy przy przekazaniu Foxika sprawdziły się w stu procentach. W przypadku Stasia, też chcemy, aby wcześniej poznał swój nowy dom, nową rodzinę. Wprawdzie pani Agnieszka z Ośrodka Adopcyjnego zaleca brak kontaktu  z rodziną w pierwszym okresie (aby rodzice stali się najważniejsi), jednak w przypadku Foxika ta metoda nie była stosowana i dziewczynka idąc do nowych rodziców znała już wszystkie babcie, ciocie i "wszystkich świętych".  My staramy się tylko zwrócić uwagę na to, aby Stasiu w nowej rodzinie  nie był przesycony nadmiarem bodźców. Musi mieć czas dla siebie, aby móc podłubać w nosie albo zwyczajnie się ponudzić. Myślę, że nowi rodzice to rozumieją.
Stasiu pewnie zostanie "profesorem", bo rodzina, do której trafi to intelektualiści.
Dzisiaj trudno było nam opanować śmiech słuchając rozmowy między nimi na temat zabawki, którą chłopiec się bawił:
- Patryk, uważasz, że jest to model atomu?
- Nie, raczej jest to forma abstrakcyjna.
- Masz rację, przecież nie ma jądra.

Dzień 301

Śmiech ze łzami pomieszany”

Dzisiaj pożegnaliśmy Hawranka. Niby osiągnęliśmy cel, do którego zmierzaliśmy. On dobrze poznał nowych rodziców, Oni (choć trochę nieporadni i pełni obaw) są fantastyczni. ... a jednak nam smutno - "jedną malutką duszyczką tak wiele ubyło". Póki co Misiek swoją radością życia podtrzymuje nas na duchu. Niedługo również on powie "pa-pa" ... zostanie tylko "Chapic" i "Luzak".

4 komentarze:

  1. Wypuscilam Cię Hawranku spod moich skrzydeł mocno wierząc, że ruszasz w nowe,lepsze życie. Bądź szczęśliwy, kochaj i bądź kochany.

    OdpowiedzUsuń
  2. It sounds like a real fairy tale. Lucky boy!

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaczynam czytanie Waszego bloga. Drugi wpis, a ja już chlipię pod nosem!

    OdpowiedzUsuń